main

Relacje

W życiu trzeba wybierać

21 lutego 2016 — 0

Trzy historie, które sprawią, że inaczej spojrzysz na swoje życie.

Kiedyś nie było wyboru. Rodzice wybierali partnera, zawód przechodził z ojca na syna, a dostęp do wielu możliwości nie był zarezerwowany nawet dla królów. Los był napisany, zanim jeszcze ktoś się urodził. Wszystko można było skwitować słowami: Panie, ale Panu nie wypada. Dziś jest inaczej. Ogrom możliwości sprawia, że ludzie czują się zagubieni. Przecież można wybrać partnera z większym portfelem, lepszym tyłkiem czy ambitniejszymi planami na życie. Degustującego wino o czwartej nad ranem w nadmorskim kurorcie lub podróżnika, którego ostatni stały pobyt miał miejsce w poprzedniej epoce. Można wybrać studia, rzucić je, znowu wybrać i rzucić, póki rodzice godzą się na inwestowanie w to pieniędzy. Można zerwać z całym dotychczasowym życiem i wyjechać na drugi koniec świata lub pozostać w rodzinnym domu. Ciągle można myśleć, że kiedy to dostaniesz, będziesz szczęśliwszy…

Miłość

Ostatnio poznałem historię faceta, który wygrał życie i chciał je wygrać jeszcze raz. Jako że więcej niż jedną partnerkę można mieć tylko na filmach, stanął przed wyborem. Zapytano mnie: wybrał dobrze czy źle? Oto ta historia:

Wyobraź sobie brunetkę Anię. Ładna, zgrabna, rozmiar 36, ogarnięta życiowo. Od pięciu lat była w związku z Szymonem. Była dla niego wsparciem, kimś, kto nadaje się nie tylko na wspólne noce, ale wieczory, poranki i kto chętnie ugotuje obiad. On pół roku przed ślubem poznał blond Olę i rzucił dla niej wszystko. Bo uważał, że to ona da mu to, czego nie potrafiła dać Ania. Podziw, szczęście oraz rozwój, którego już nie widział w tej relacji. W niedługim czasie to właśnie z nią się ożenił i żyli długo i szczęśliwie. Założyli razem firmę, on rozkwitł, ona pomagała mu w niej. Później urodziły się dzieci…

Po kilkunastu latach ich małżeństwo się rozpadło. Firma zaczęła podupadać. Potem ona przestała go podziwiać, a on tego potrzebował, aby móc jakoś funkcjonować w związku. Ona chciała, żeby zaspokajał jej zachcianki, a on przestał to robić. Ona znalazła kogoś, kto dał jej to ponownie. I kolejnego. On jest obecnie sam. Ania po czasie znalazła faceta, z którym jest szczęśliwa do dziś. Jak myślisz, którą powinien wybrać?

Zanim przeczytasz moją odpowiedź… Myślisz, że z Anią byłby szczęśliwszy? Że ona miała szczęście, że im się nie ułożyło? Że dobrze mu tak, skoro porzucił dziewczynę pół roku przed ślubem? Że jedna opcja była dobra, druga zła?

Siedziałem chwilę w ciszy, choć odpowiedź była dla mnie oczywista. Zastanawiałem się jednak, czy jest tu jakieś drugie dno. Po czym powiedziałem: Nie wiem. Nie jest powiedziane, że z Anią by mu wyszło. Podjął taką, a nie inną decyzję, musi z tym żyć. Wielu nie zdecydowałoby się na taki wybór ze strachu. Ale odwagą nie jest wybrać lub uciec od tego, ale przyjąć konsekwencje. Patrząc z perspektywy czasu można powiedzieć, że najwięcej zyskała na tym A., ale… czy z nim nie byłaby także szczęśliwa? No właśnie. Tego już się nie dowiemy. – na co druga strona pokiwała głową.

Studia czy pasja?

G: Wiesz co? Ostatnio ciągle chodzi mi po głowie myśl, żeby rzucić studia, na których jestem. Turystyka i rekreacja w małym mieście. Zawsze marzyłam o czymś związanym ze sztuką, najbardziej o aktorstwie i większym mieście. Zdecydowałam się na studia, trochę dla rodziców, chociaż to mimo wszystko jest moja niezależna decyzja, bo nikt mi tego nie wybierał i nikt nie zmuszał, zasugerował jedynie.
R: Dlaczego tego nie zrobisz?
G: Bo wiesz, najpierw byłam na edytorstwie i z tego zrezygnowałam, na rzecz szkoły medycznej, z której zrezygnowałam po semestrze. Samej jest mi głupio, że ciągle coś zmieniam. Dalej mnie ciągnie do tego, żeby się rozwijać artystycznie, pracować, wyprowadzić się, ale pojawia się strach. Nie wiem czy to dobrze i co ze sobą niesie? Czy chce mnie ochronić przed pochopną decyzją, czy mnie ogranicza przed zrobieniem kilku kroków naprzód i rozwojem. A gdyby popatrzeć na to czysto materialnie, boję się, że nie utrzymam się sama. a jeśli nawet się utrzymam to nie starczy mi na zajęcia, bo na to trzeba mieć duuużo hajsu.
R: Ogólnie w życiu chodzi o to, żeby decydować i przyjmować konsekwencje tych wyborów. Póki masz szanse na to, że rodzice Ci pomogą, to korzystaj, jeśli chcesz. Czas, żeby się ogarnąć, sam Cię dopadnie.
G: Gdybym zrezygnowała to już raczej by mi nie pomogli.
R: No to przemyśl, czy chcesz, bo niekoniecznie zawsze pasja staje się pracą.
G: To jest trudne do przemyślenia, dlatego chyba potrzebuję trochę czasu na to.
R: Wiesz, jest jeszcze trzecia droga. Ustawić się w życiu i robić to, co się kocha. Dla jednych asekurancka, dla drugich bardzo dojrzała. Nie da się tego jednoznacznie ocenić. Najważniejsze to być szczęśliwym i nie odbierać go innym.
G: Mam takie filozoficzne strasznie pytanie, nie wymagam, żebyś na nie odpowiadał, ale tak mi się pojawiło. Czy to nie jest takie złudzenie, że wyprowadzenie się z domu, rzucenie tych studiów, da mi szczęście, czy po prostu to jest ucieczka? Bo jeśli nie potrafi się być szczęśliwym wszędzie i w każdych warunkach, to nie da się nigdzie, nawet tam gdzie wydaje nam się, że byłoby lepiej?
R: To zależy. Od czego? Żadne studia nie dają stuprocentowej satysfakcji, więc jeśli nie masz odpowiedzi na to, co chciałabyś robić, decyzja o zmianie byłaby kolejną ucieczką. Czy pomogłoby Ci się to odnaleźć? Nie wiem. Może akurat spotkasz ludzi, którzy sprawią, że poczujesz się we właściwym miejscu, może się zakochasz, może lepiej zostać, może… powinnaś wybrać. Tylko kiedy przyjmiesz to jako Twoje, będzie Ci lżej. Bo za Twoje życie jesteś odpowiedzialna tylko Ty, nikt inny. W przypadku domu sprawa wygląda zupełnie inaczej – z niego trzeba wyjść przede wszystkim mentalnie, nie fizycznie.
G: Wydaje mi się, że mentalne wyjście z domu jest łatwiejsze poza nim. Kiedy nie stykasz się z tym wszystkim codziennie.
R: Wtedy łatwiej jest wypracować nowe nawyki. Patrząc z perspektywy terapii – będąc w domu szybciej zauważasz pewne mechanizmy, które też wpływają na to, jaka jesteś dziś.
G: To prawda.
R: Obie decyzje są dobre. Kwestia wyboru.
G: Widzę, że w kwestii zależności od rodziców mam problem i chcę coś z tym zrobić. Zostaje wybór – w jaki sposób to zmienić. Ale powiedz mi lepiej, co u Ciebie?

Życie

Kiedy czuję, że pojawiają się wątpliwości co wybrać, zawsze przypominam sobie ten obraz.

Przed telewizorem siedzą rodzice i syn. Normalna sytuacja, kiedy dziecko jeszcze mieszka w rodzinnym domu. Doprecyzuję jednak ten widok: on ma ponad trzydzieści lat, oni są w okolicach sześćdziesiątki. Patrzą, co jakiś czas wymieniają kilka zdań. Po chwili syn pyta:

Mamo, pozwolisz?

Na pewno chcesz tak żyć, Misiu?

Rafał

Piszę od zawsze. Obserwuję ludzi i szukam historii, przyczyn. Interesuje mnie konkretna człowiek, nie ogół. Nie patrzę zbytnio wstecz, bo przyszłość jest taka piękna. Ten blog jest zapisem świadomego przeżywania życia, inaczej smakowania. Więcej tutaj: klik.