main

Relacje

Pocztówka z więzienia

28 grudnia 2015 — 2

Są osoby, które wywracają życie do góry nogami.
Są też ludzie, których historie pozwalają zrozumieć, gdzie leży szczęście.

Do mojego przedziału w pociągu dosiada się T. – niczym niewyróżniający się czterdziestolatek, przedstawiciel klasy robotniczej. Na jego twarzy widać, że został przeorany przez los. Po jakimś czasie, kiedy ja nie potrafię zasnąć, a mój współtowarzysz odebrał już któryś z kolei telefon, zaczynamy rozmawiać. Jak to zwykle w takich sytuacjach bywa – dokąd Pan jedzie, skąd Pan wraca, a ogólnie to wszystko dobrze? Jeśli tak, to się cieszę. T. wspomina, że był na widzeniu. Nie pytam, choć domyślam się, że chodzi o więzienie.

Stwierdza, że nie śpi już od jakichś sześćdziesięciu godzin, bo praca, bo widzenie, bo pomaga znajomej (nie dostrzega, że ma dobre serce). Opowiada o tym, jakim jest fachowcem i złotą rączką. Chwali się, że potrafi bardzo szybko położyć kilkaset metrów kwadratowych paneli czy zrobić podwieszany sufit. A i czasem hydrauliką się zajmuje. Widzę, że jest z siebie dumny, kiedy tak o tym mówi. Rozmowę przerywa dźwięk telefonu, T. odbiera. Postanawiam, że naprowadzę temat. T. odkłada telefon. Zaczynam:

– Wie Pan, ja zajmuję się także pisaniem i zastanawiam się, kiedy ludzie są najbardziej chętni do mówienia o sobie?
– Ludzie sami chcą rozmawiać i otwierają się przed człowiekiem. Do tego nic nie potrzeba.
– Mogę więc zapytać o coś osobistego?
– Jasne, pytaj.
– W Grudziądzu jest więzienie dla kobiet?
T. się ożywia.
– Nie, nie. Są dwa. Dla kobiet i dla mężczyzn. Ktoś musi nosić gary czy sprzątać na zewnątrz. Kobiety nie będą tego robić, prawda?
– Ma Pan rację.
– Przestań mi mówić Pan, jestem T.
– Miło mi.

T. zaczyna opowiadać o tym, jak wygląda panująca tam sytuacja. Że jest bardzo drogo (kilogram pomidorów za dziewięć złotych). Że same formalności przed widzeniem to strata półtorej, dwóch godzin. – Klawisze się nie śpieszą. Siedzi tam takich siedmiu, je obiad, a dwóch zajmuje się nami. W poczekalni pięćdziesiąt osób chciałoby się spotkać ze swoimi bliskimi. – mówi. – Niektórzy przejeżdżają pół Polski, aby usłyszeć, że dziś nie da rady. To jest chore.

Często słyszałem zdanie, że Ci w więzieniu to mają dobrze. Żyją za nasze pieniądze. T. jednak zaczyna mówić dalej, a ja wiem, że nie chciałbym tam trafić. – Wiele chorób leczy się witaminą C lub Rutinoscorbinem. Byłem, więc wiem, jak to wygląda. Kobiety w ciąży nie mają dobrej opieki. Procent poronień wynikających z zaniedbania jest tu dość wysoki. Powikłania w ciąży leczy się witaminą C. W cywilizowanym kraju. Nie dowierzam. Oczywiście, mam świadomość, że nie zawsze tak jest. Jednak nawet jeśli jednej osobie dzieje się krzywda, to jest to o jeden przypadek za dużo.

– Mam kolegę, który siedział pięć lat. Był praktycznie bez zębów, więc już na samym początku zgłosił się do lekarza po sztuczną szczękę. Czekał, czekał i się doczekał. Dostał ją. Dwa dni przed wyjściem.

Powoli dojeżdżamy do stacji, przy której wysiada. Ryzykuję, pytam:
– Co jest najtrudniejszego w byciu tam, po drugiej stronie?
– Kiedy ktoś tam idzie i zostaje porzucony. Wtedy już nie ma sensu żyć. Dlatego w więzieniach tak często popełnia się samobójstwa. Z braku nadziei.

– Kiedy mnie zamknęli, żona odeszła. To była najgorsza rzecz, jaka mnie spotkała – każdego dnia żyłem ze świadomością, że tam już nikt nie czeka. Jak widzisz, przetrwałem jednak, teraz pracuję i staram się jakoś żyć. Mam nawet narzeczoną… Właśnie od niej wracam. – zakończył ściszonym głosem.
Nie pytam, jak długo jeszcze będzie na nią czekać.
– Gdybym ja ją teraz zostawił, byłbym ostatnim śmieciem, jaki chodzi po tym świecie. Rozumiesz?

Nie rozumiem. Siedząc w ciepłym domu, narzekając na relacje w rodzinie, można tylko udawać, że się „wie”. Święta, w których człowiek nie ma do kogo otworzyć ust, to największa porażka w dziejach jednostki i ludzkości. To pustka, której nie zastąpi nic, poza obecnością.

T. wysiada. Odnoszę wrażenie, że nasze światy są tak różne. Tak podobne.

Każdy z nas poszukuje kogoś, dla kogo słowa „jesteś moim światem”, nie są tylko miłym, świątecznym życzeniem.

Rafał

Piszę od zawsze. Obserwuję ludzi i szukam historii, przyczyn. Interesuje mnie konkretna człowiek, nie ogół. Nie patrzę zbytnio wstecz, bo przyszłość jest taka piękna. Ten blog jest zapisem świadomego przeżywania życia, inaczej smakowania. Więcej tutaj: klik.