main

Podróże

5 rzeczy, które warto wiedzieć o autostopie, jadąc pierwszy raz

14 listopada 2015 — 0

Nie czuję się guru autostopu. Nie jeżdżę regularnie, nawet ciężko o mnie stwierdzić, że jeżdżę nieregularnie. Byłem raz, skromnie. Trzynaście dni, ponad dwa tysiące kilometrów, kilka krajów, ostatecznie zatrzymaliśmy się w Pirenejach po stronie francuskiej. Jednak to doświadczenie nauczyło mnie kilku rzeczy, które odnoszą się także do normalnego życia. Chciałbym Ci o nich opowiedzieć.

W Internecie znajdziecie poradniki, jak się ogólnie przygotować, spakować czy co warto zabrać. Myślę, że są ważne i potrzebne. Ja jednak chciałem zebrać te rady i doświadczenia, które odnoszą się do zachowania, mentalności czy zapewniają komfort psychiczny w trakcie trwania takiej podróży.

1. Język i karton z napisem docelowej miejscowości nie są najważniejsze. Wystarczy mieć dobrą mapę. I trochę zaufania.

Gdzieś niedaleko granicy we Francji. Tłumaczymy, że chcemy tutaj dojechać. Kierowca nie rozumie. Podchodzi ktoś inny i próbujemy to wytłumaczyć. Nic z tego. Ludzie nie znają tego miejsca (naszym pierwszym celem było La Salette). Później zatrzymuje się czarnoskóry chłopak, który wygląda jak młodociany przestępca z francuskich seriali i słucha dość głośno rapu. On też mówi, że nie wie, gdzie to jest, ale podrzuci nas pod wjazd na autostradę. Pomaga nam, choć ma nie po drodze. Innym razem Ellen, pani pielęgniarka, nadrobiła trzydzieści kilometrów, żeby podrzucić nas w wybrane miejsce (zaznaczaliśmy kilkukrotnie, że nie musi). Sama chciała, mimo deszczowej pogody i błądzącego GPSa. W wielu sytuacjach język nie był potrzebny, tylko trochę woli i chęci drugiej strony.

Zdarzało się też tak, że choć ktoś umiał język bardzo dobrze, jak pewien młody muzułmanin, to wysadził nas na kawałku powierzchni wyłączonej z ruchu, gdzie mieściliśmy się tylko – ja, Ewa i nasze plecaki. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że to był węzeł (rondo) między autostradami i tam nie było gdzie stanąć, a co dopiero myśleć o łapaniu stopa. To było niebezpieczne, mimo że z nim dogadywaliśmy się bez problemu i tłumaczyliśmy, co to znaczy „safe place”. Na szczęście po trzech minutach ktoś inny zlitował się, aby nas zabrać, tamując cały ruch. Żeby to zobrazować – wyglądało to mniej więcej tak, jakby ktoś przy wjeździe na autostradę (jeden pas) zrobił sobie postój i zaczął przepakowywać bagażnik…

Takie sytuacje, mimo znajomości języka, obsługi mapy czy posiadania kartonu, są nieuniknione. Decydując się na autostop, decydujesz się na to, że swoje cztery litery oddajesz pod opiekę obcemu człowiekowi. Nawet jeśli wiesz dokąd jechać, musisz się przygotować na nieoczekiwane zdarzenia. Kiedy kierowca zmieni plany, bo chce Cię oprowadzić po jego ulubionym mieście lub wie lepiej, to może tak jest. Przekonaj się. W najgorszym razie zostawi Cię na autostradzie, tak jak nas.

2. Czasem warto wsłuchać się w to, co Ci proponują miejscowi.

Pierwszy dzień wyjazdu, krótko po dziewiętnastej, około pięćdziesięciu kilometrów pod Wiedniem. Stoimy z Magdą na skraju jakiegoś małego miasta, a z drugiej strony zaczyna zbliżać się deszcz. Zatrzymuje się pierwszy samochód – nie jedzie w naszym kierunku. Drugi – to samo. Powoli zaczyna padać i stopniowo mokniemy. Zatrzymuje się trzeci samochód, luksusowy. W środku mężczyzna, lat 55. Podchodzę i rozmawiam z nim chwilę po niemiecku, by później przerzucić się na angielski. On proponuje, że może nas podrzucić na autostradę lub do „Holy sisters”, na co – widząc nas – nalega. Decydujemy się wsiąść do auta i podjąć decyzję na miejscu, bo i tak nie mamy zbytnio wyjścia oraz ochoty, aby czekać na „cud”. Podczas jazdy samochodem zaczęło lać, a my widząc, że dziś już nic nie złapiemy, może poza grypą, wybieramy „Holy sisters”. Na miejscu udało nam się załatwić nocleg, choć nie obyło się bez ciekawych pertraktacji z siostrami franciszkankami w tym zabytkowym hotelu. Jak się okazało rano, mieliśmy szczęście zatrzymując się u nich, bo mając za cel Francję, źle ustaliliśmy trasę (co finalnie było dobre). Gdybyśmy byli trochę bardziej uparci, tamten dzień nie zakończyłby się zbyt miło…

Lokalna społeczność zazwyczaj wie lepiej, gdzie znaleźć nocleg, choć niekoniecznie zawsze dobrze zna się na wyznaczaniu najlepszej trasy czy miejsca łapania stopa. Tutaj postawiłbym na doświadczenie kierowców, którzy jeżdżą tirami czy na dłuższych odcinkach. W małych miejscowościach warto uważać na podpowiedzi tubylców, bo one nie zawsze są właściwe i skuteczne. W takich sytuacjach warto słuchać intuicji. I rozumu.

3. Nie oczekuj, że coś Ci się należy.

Jest to pokusa, która pojawia się szczególnie wtedy, gdy przychodzi zmęczenie. Np. jadąc z kimś wieczorem – oczekiwać, że ktoś udostępni czy załatwi nocleg lub będąc głodnym – mówić ciągle o jedzeniu i czekać na reakcję. To nie jest fair. W takich sytuacjach uważam, że powinno się pytać wprost, zastanawiając się najpierw, czy aż nadto nie nadużywamy życzliwości drugiej osoby. I odmowę przyjąć, nie dyskutować.

Drugiego dnia, jechaliśmy z parą młodych studentów przez Szwajcarię i pod koniec wspólnej drogi (było ciemno, przed 22) zapytaliśmy ich – czy byłaby możliwość przenocowania nas. Odpowiedzieli szczerze, że jadą do znajomych, a jutro idą w Alpy, więc to nie wchodzi w grę. Uszanowaliśmy to, choć później jeszcze dwadzieścia razy przepraszali za to, że muszą nas „tutaj” zostawić i że nie mogą się nami zaopiekować. „Nic się przecież takiego nie stało”, a byliśmy już o krok od Francji. Rano też wiedzieliśmy, że noc na parkingu to nasza najlepsza decyzja. Przed szóstą rano złapaliśmy stopa do upragnionego kraju.

Kiedy decydujesz się na wyjazd, musisz przyjąć też to, że nie zawsze będzie kolorowo. Nocleg na świeżym powietrzu lub w parkingowej toalecie jest jedną z takich przygód, której nie zapomnisz do końca życia. Albo tej pobudki przed burzą na plaży o 4 rano, kiedy niebo i morze są wzburzone. Coś pięknego. Niedogodności są częścią autostopu i uczą nas pokory oraz tego, że jesteśmy w stanie przyzwyczaić się do każdych warunków, za cenę szczęścia.

4. Nie oceniaj historii ludzi.

Jechaliśmy z muzułmanami, czarnoskórymi, Rumunami, ludźmi preferującymi wolne związki, ekstremistą katalońskim, byłym ambasadorem, uchodźcą politycznym z Czeczenii – razem obywatelami kilkunastu krajów (nie tylko Europy). Odbyliśmy kilkadziesiąt rozmów o życiu, patrzeniu na świat, o podejściu do ludzi, kultury i autostopu w kilku innych krajach. Sądzę, że nigdy nie wysłuchalibyśmy tych szczerych opowieści, o tym JAK JEST (a nie jak się o tym pisze), gdybyśmy próbowali moralizować czy mówić, zamiast pytać.

Pierwszego dnia – nasz drugi kierowca zaczął opowiadać o tym, że niedawno wiózł trzy dziewczyny do Wenecji, które uczestniczyły w rekolekcjach autostopowych (Piękne stopy). Okazało się, że są katoliczkami, które wybierają taki sposób spędzenia wakacji i przy okazji trochę próbują rozmawiać o swojej wierze. Niestety, jedna z nich, próbowała tego kierowcę na siłę nawracać… I choć śmiał się, że na szczęście te dwie dziewczyny były w porządku, to dało się odczuć, że nawet dla kierowcy zabieranie autostopowiczów może być uciążliwe. Innym razem nasz ekstremista kataloński przekonywał nas do tego, że księża to największe zło świata, z czym my się nie zgadzaliśmy, ale w pewnym momencie odpuściliśmy ten temat. On i tak wiedział „lepiej”. To nie przeszkodziło nam przejechać razem około tysiąca kilometrów.

Nie uważam, że nie warto dyskutować na trudne tematy, bo takie rozmowy wzbogacają obie strony. Trzeba mieć jednak świadomość tego, że dzieląc się własnym doświadczeniem czy poglądami, druga strona nie musi ich przyjmować za własne. A dla komfortu podróży – lepiej się jedzie z kimś, kto nie strzeli na Ciebie „focha”. 😉

5. Zawsze możesz odmówić.

Kierowca nie zawsze musi jechać w Twoim kierunku. Nie musi wyglądać na tyle odpowiedzialnie, że chcesz wsiąść. Nie masz obowiązku wsiadać do każdego auta, nawet jeśli wydaje Ci się to korzystne. Czasem warto poczekać. Zresztą, kierowca tak samo jak Ty – ma prawo odmówić po krótkiej rozmowie. To działa w obie strony, bo chodzi o pewną strefę bezpieczeństwa, której nie wolno naruszać.

Przedostatniego dnia naszego wyjazdu, na południu Francji, zatrzymał się pewien mężczyzna w średnim wieku, który wyglądał przyjaźnie, jechał kilkanaście kilometrów w naszym kierunku, ale po rozmowie z nim uznaliśmy, iż lepiej będzie jak tu jeszcze poczekamy na kolejną okazję. Odmówiliśmy. Zaraz po nim zatrzymała się młoda kobieta, która nas podwiozła i podzieliła się mandarynkami w trzydziestostopniowym upale. Podczas całego wyjazdu zdarzały się sytuacje, w których trzeba było wybierać. Czasem – za radą kierowcy i intuicji – postanawialiśmy nadrobić trochę kilometrów, ale wybrać zdecydowanie bardziej uczęszczaną trasę. Najważniejsza jest jednak ta świadomość – mogę odmówić, bo może mnie spotkać coś równie dobrego.

Autostop nie zwalnia z myślenia. Uczy raczej selekcji, której także dokonujemy w życiu, w pracy, w relacjach. Wybory są naturalne, dlatego najlepiej żeby były świadomie. Wtedy w pełni można przyjąć ich konsekwencje. Każdy z nas się czasem myli, a bardzo rzadko dzieje się też krzywda. To są rzeczy, na które nie mamy bezpośredniego wpływu. To właśnie wybór. Nie trzeba jechać autostopem, żeby zostać skrzywdzonym. Tylko jak często to Ci się zdarza? No właśnie.

Dlaczego te pięć rzeczy?

Twój pierwszy wyjazd może być wyjątkowy, niezależnie od pewnych ograniczeń – jak nieznajomość języka, różnic – kulturowych, światopoglądowych, a także bezpieczny, dzięki sztuce odmawiania. Kiedy stanąłem pierwszy raz na drodze i uniosłem kciuk, to najpierw pomyślałem: Boże, co ja robię? – aż do chwili zatrzymania naszego kierowcy, czyli przez jakieś dwie, może trzy minuty. Dziś wiem, że ten wyjazd to była jedna z piękniejszych przygód mojego dotychczasowego życia. Nie wiem, czy pojadę kolejny raz. To, co jednak zabrałem w sercu, już na zawsze pozostanie ze mną. Tam też narodziła się nazwa bloga. Ten czas to było prawdziwe smakowanie życia.

Najpiękniejsze chwile zaczynają i zatrzymują się w nas samych.

Rafał

Piszę od zawsze. Obserwuję ludzi i szukam historii, przyczyn. Interesuje mnie konkretna człowiek, nie ogół. Nie patrzę zbytnio wstecz, bo przyszłość jest taka piękna. Ten blog jest zapisem świadomego przeżywania życia, inaczej smakowania. Więcej tutaj: klik.