main

Relacje

Nauczyciele, których pamiętamy

14 października 2016 — 0

Wśród nich są Ci, których się kocha lub nienawidzi.

Nie zawsze lubiłem chodzić do szkoły. Byłem jednym z tych, którzy jak chcieli, to potrafili się od niej skutecznie wywinąć, a potem przychodzić do szkoły i zaliczać prawie wszystko jak leci na co najmniej cztery, przez co nie mieli problemów z tłumaczeniem się. Dlaczego jej unikałem? Bo byli tacy nauczyciele, którzy swoim zachowaniem mówili mniej więcej tak: nienawidzę Was i tej pracy.

Liceum, lekcja języka. Koleżanka jest prześladowana przez nauczycielkę. Dostaje kolejną jedynkę, bo zamiast wiedzy, którą posiada – jeszcze pięć minut wcześniej odpowiedziała na wszystkie nasze pytania, zjada ją stres. Pani S. wygłasza wtedy monolog, który kończy zdaniem: jeśli nie chcecie się uczyć, będziecie zapierdalać w moim ogródku. Na innej lekcji, kiedy nie ma tej koleżanki, dodaje: z niej to nic dobrego nie będzie.

Lekcja muzyki, piąta lub szósta klasa. Wezwany do odpowiedzi śpiewam jakiś utwór wybrany przez panią B. Przerywa i mówi: „ja uczyłam Twojego tatę, weź Ty lepiej skończ już”. W liceum okazało się, że to nie ja nie potrafiłem śpiewać, ale ona miała problem ze sobą. Do dziś mam przed tym opory, nawet jeśli trzeba zanucić coś prostego w gronie znanych mi osób.

Kim jest nauczyciel?

Nauczyciel, z łaciny „magister” – ten, który przekazuje wiedzę. W swoim życiu trafia się też na tych, którzy wychowują i robią to dobrze. Moim zdaniem taka jest funkcja nauczyciela – uczyć i wychowywać. Na palcach obu rąk policzyłbym tych, którzy łączyli obie te funkcje.

Pani Teresa

Przez cały czas mojej edukacji szkolnej, wychowawcy byli jej najmocniejszym punktem. Stąd też mile wspominam gimnazjum, ponieważ rzadko kiedy nauczyciel troszczy się o ucznia aż do ostatniego dnia. Tydzień przed rozdaniem świadectw zadzwoniła do mnie pani Teresa, żebym przyszedł do szkoły, skserował dyplom z ogólnopolskich zawodów i zaniósł do liceum w ramach rekrutacji, bo „zawsze może się przydać”. Zadzwoniła wieczorem, po pracy, dzień przed zamknięciem zgłoszeń. Następnego dnia poszedłem i zrobiłem, o co prosiła. Potem okazało się, że dzięki tym sześciu punktom dostałem się do wymarzonego liceum.

Pan dyrektor

Od czasów piątej klasy podstawówki aż do końca liceum jeździłem na ogólnopolskie zawody. Nasz dyrektor był osobą, która zapaliła w nas zapał do rozwijania się, nie tylko w kontekście wiedzy na konkurs. Praktycznie co roku jeździliśmy w różne rejony Polski, dzięki czemu poznawaliśmy też wiele pięknych miejsc, kulturę czy ważne ośrodki na mapie naszego kraju. Co roku dorastaliśmy, a on starał się nam pomagać i wychowywać na mądrych ludzi, co pokazywał swoim przykładem. Oczywiście, czasem mieliśmy też swoje za uszami, ale taki jest efekt dojrzewania – bunt jest jego naturalnym etapem. Nie odrzucił nas wtedy, ale postawił jasne granice. To mi pokazało, że można kogoś ukarać, nie odbierając mu godności.

Pani Aleksandra

Kiedyś uciekliśmy całą klasą z jednej lekcji w liceum – bo wróciliśmy z lodowiska i każdy z nas poszedł na miasto coś zjeść. Ona na następny dzień powiedziała słowa, które pamiętam do dziś: Wiecie co? Muszę Wam wpisać nieobecność na czerwono, ale nie będę tego brała pod uwagę do zachowania. Ja Was rozumiem, sama mam pięciu synów, więc wiem, jak to jest. Rozumiała i wychowywała. Kiedy ktoś nie chodził do szkoły, zwykle rozmawiała na osobności. Zabierała nas na wycieczki, które integrowały lub rozwijały – szczególnie do Krakowa i jej ulubionego teatru – Starego. Jako nauczycielka – wymagała i była na pewno jednym z tych najlepszych, jakich spotkałem na swojej drodze.

Na koniec fragment wywiadu przeprowadzonego właśnie z nią.

Dla dobrego rozwoju ucznia potrzebna jest także mądrość życiowa, którą nauczyciel chce przekazać. Co chciałaby Pani przekazać przez te lata nauki? Jakie trzy najważniejsze cechy uczeń powinien wynieść ze szkoły?

Nie wiem, czy umiałabym to streścić do trzech, bo to jest jedno z takich trudnych pytań. Przede wszystkim otwartość na to, żeby cały czas się uczyć, żeby nigdy nie być na etapie, że już wszystko wiem. Uczeń powinien czerpać radość z tego, że wie coraz to nowe rzeczy w każdym zakresie. Tu nie chodzi o wiedzę tylko książkową, ale żeby młody człowiek otwierał się na myślenie, na inne widzenie rzeczywistości, na to, co się w dzieje nowego w świecie. Przypomina mi się zdanie profesora Sławka z poprzedniego pobytu na warsztatach humanistycznych, że „nie wolno się obrażać na rzeczywistość”, czyli w jakiś sposób ją kształtować i przede wszystkim starać się zrozumieć. Kolejna rzecz – szacunek dla pracy, ale nie wiem, na ile to jest możliwe do przekazania, bo to chyba bardziej przekazuje się konkretnym przykładem, a nie słowami, więc nie wiem, na ile to jest możliwe w szkole. Te wszystkie inne wartości się z tym wiążą… I to, żeby myśleć o świecie i umieć się nim dziwić, i cieszyć.

Takich nauczycieli życzę każdemu.

Rafał

Piszę od zawsze. Obserwuję ludzi i szukam historii, przyczyn. Interesuje mnie konkretna człowiek, nie ogół. Nie patrzę zbytnio wstecz, bo przyszłość jest taka piękna. Ten blog jest zapisem świadomego przeżywania życia, inaczej smakowania. Więcej tutaj: klik.