main

Relacje

Ludzie nie są na zawsze

25 stycznia 2016 — 4

Jak zaniedbać przyjaźń?

Wieczór, wygodne Audi A4. Stoi na parkingu, całe zaśnieżone tak, że przez przednią szybę nic nie widać. Wchodzę, trzymając w dłoni kluczyki i czuję ogromny smutek, jakby zabrano część mnie. Właśnie coś się skończyło – przyjaźń. Mam świadomość, że ta relacja już nigdy nie będzie taka sama. Siadam i przez kolejne pięć minut kłębią mi się myśli, bo nie chodzi też tylko o to, co za mną, ale przede wszystkim o to, co przede mną. Nie chcę, żeby następnym razem było tak samo, choć życie to często powtarzanie tych samych etapów, tylko z innymi osobami.

Nieczęsto mówi się o tym, że o relacje trzeba dbać. Te dobre podobno same się toczą, te złe – upadają niczym mur berliński. Podobno. Jednak to mit – prawda jest taka, że ile włożysz w relację, tyle w najgorszym razie wyciągniesz. Reszta jest bardzo miłym dodatkiem do tego wyboru.

Sięgam po telefon, wybieram numer do najbliższej mi osoby. Chcę o tym porozmawiać. Próbuję wyrzucić to z siebie. Jednak po chwili czuję niezrozumienie, bo jak to dwie, dorosłe osoby mogą podjąć świadomą decyzję o rezygnacji z bycia kimś ważnym dla siebie? Wierzę, że lepiej jest podjąć jakąkolwiek próbę rozmowy i skonfrontować się z tym, niż olać kogoś i nie dać mu powodu, dla którego się go opuszcza, choć jeszcze chwilę temu znaczył tak wiele. Zmieniam temat, a niedługo potem ona używa słów: muszę już kończyć. Zostaję więc sam z tymi myślami.

Nie rozumiem, dlaczego ludzie nie próbują mówić sobie „nie”, kiedy już nie czują, że stworzą z drugą osobą coś dobrego. W związkach to proste, kiedy nie widzi się wspólnej przyszłości, ale… ile znacie osób, które w dobrym momencie zakończyły przyjaźń? Bo ja niewiele. Reszta „się rozpadła”, tak po prostu. Do dziś w wielu z tych relacji są niezrozumienie i żal, że szansa przepadła, mimo że oddało się jakąś ważną część siebie.

Mam poczucie, że spieprzyłem. Że to w dużej mierze wynik mojego zaniedbania. Dziś dostrzegam to, że niepielęgnowana przyjaźń umiera, jak i związki. Nie próbuję szukać usprawiedliwienia, ale chcę szybko wyciągnąć wnioski. Przeanalizować, co jeszcze mogę zmienić, a może czy jeszcze gdzieś się oszukuję i ciągnę kolosa na glinianych nogach. Bo choć tamtej osoby już nie odzyskam, to nie  chcę, aby przez moje błędy odeszły osoby, które są obok.

Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla braku zaangażowania w relacji dwóch osób –  albo wybiera się świadomie i trwa w tej decyzji, albo ponosi konsekwencje niedotrzymania niepisanej obietnicy – że Ty dajesz z siebie wszystko, tak jak i ja. Wtedy pojawia się rozczarowanie, które boli niezależnie od tego, po której jest się stronie – zawodzącego czy zawiedzionego.

Tak, myślę, że w tej relacji mogłem więcej. Że to nie suma przeżytych chwil składa się na na przyjaźń, ale też każde popełnione emocjonalne przestępstwo, które odziera z nadziei, że warto wierzyć w ludzi. Jakie wnioski wyciągnąłem z tej relacji?

  • Zapominanie o odpowiednio częstym kontakcie to osłabianie więzi.
  • Myślenie o tym, żeby do kogoś napisać czy się umówić, to jeszcze nie dialog ani staranie się.
  • Ciągłe tłumaczenie się trudną sytuacją czy nadmiarem obowiązków to mówienie inaczej – nie chcę poświęcać Ci czasu.
  • Niewypowiedziane oczekiwania wobec drugiej strony to nie są prośby o polepszenie jakości relacji i poziomu satysfakcji z niej.
  • Pamiętanie o kimś tylko w trudnych chwilach to wykorzystywanie emocjonalne.
  • Uważanie, że „łączy nas wyjątkowa relacja” to najczęściej zamykanie się w klatce. Obu stron.
  • Niewyznaczanie granic to przerzucanie odpowiedzialności na drugą osobę, że zawsze będzie wiedziała, co dla nas dobre.
  • Zazdrość o szczęście drugiej osoby nie musi być powodem do umniejszania komuś, a własnej zmiany.
  • Druga osoba nie jest na każde zawołanie. Jak nie każda potrzeba musi być spełniona, tak obecność, uwaga, czas jest wyborem, którego nie można kwestionować. Bo jest bezinteresowny.
  • Docenienie drugiej osoby nie powinno wynikać tylko z jej zasług, ale z faktu, że po prostu jest.

Przekręcam kluczyk, odpalam silnik, ruszam. W tle leci muzyka właściciela samochodu, który odwożę pod znany mi adres. Myślę o tej całej sytuacji. Pomimo tego głębokiego smutku, odczuwam też wewnętrzny spokój. Że to właściwa decyzja, że to najlepsze rozwiązanie na ten czas, aby wrzucić na luz. Ludzie nie są na zawsze. Czasem relacje po prostu się kończą. Wypalają się niczym ostatni papieros człoweka, który rzuca swój nałóg, gdy uświadamia sobie, że to nie przynosi mu nic dobrego, poza chwilową przyjemnością.

Zerkam na licznik i zauważam, że przekroczyłem dopuszczalną prędkość, więc zwalniam. Dojeżdżam do świateł – czerwone. – Nie jesteśmy w stanie nikogo zmusić do relacji. – powiedziałem na spotkaniu. Tak samo nie możemy zmienić przeszłości, jedynie spojrzeć z nadzieją w przyszłość. Wnioski więc zostają wyciągnięte, a ja mogę jechać dalej. Żółte, zielone, ruszam z piskiem opon. W nowe relacje, jak i tym samochodem, którym jadę pierwszy raz i czerpię z tego coraz większą przyjemność. Tak na dobry początek. Do zobaczenia kiedyś tam, przyjacielu!

Ludzie są na określony czas. Od naszych codziennych wyborów zależy, czy zostaną na zawsze.

PS Nigdy nie mów żegnaj. To odbiera nadzieję na kolejne spotkanie*.

*cytat pochodzi z filmu “Nigdy nie mów żegnaj”

Rafał

Piszę od zawsze. Obserwuję ludzi i szukam historii, przyczyn. Interesuje mnie konkretna człowiek, nie ogół. Nie patrzę zbytnio wstecz, bo przyszłość jest taka piękna. Ten blog jest zapisem świadomego przeżywania życia, inaczej smakowania. Więcej tutaj: klik.