main

Relacje

(Nie)winne przyjemności

20 stycznia 2016 — 0

O niezaspokojonych potrzebach, jedzeniu i nieświadomości.

Nigdy nie byłem otyły. Nie wiem, co to BMI powyżej 25. Nie muszę hamować się z fast-foodem czy ciastkami, bo mój tryb życia i przemiana materii pozwalają na to, aby jakoś się trzymać. Nie jem też ich tak często, bo wiem, że to niezdrowe. Moje nawyki żywieniowe także nie są optymalne. Jednak udaje mi się mieć odpowiednią wagę, często oscylującą wokół tej idealnej dla mnie. Co nie zmienia jednego faktu – kiedy czuję, że moje potrzeby, np. bliskości, akceptacji, są niezaspokojone, to jem i udaję, że wszystko jest ok. A przynajmniej udawałem, dopóki nie uświadomiłem sobie tego mechanizmu.

Jak to u mnie wyglądało?

Matura ustna z polskiego, dzień przed egzaminem. Rano zdawałem angielski, więc później poszedłem spać, by opadł stres, bo ja odreagowuję po, już tak mam. O godzinie siedemnastej zacząłem pisać pracę maturalną, z przerwą na wyjście do sklepu po słodycze. Wtedy wierzyłem, że to obniża stres. Zjadłem ich ponad normę, przez co zazwyczaj odczuwałem przesyt. Totalne zaspokojenie. O dwudziestej trzeciej kończyłem pisać pracę. Przed wejściem na salę nie byłem w stanie powiedzieć ani jednego fragmentu jakimś ciągiem. Przeczytałem ją w całości może ze cztery razy? Do dziś nie pamiętam, jakim cudem udało mi się to zdać, mając pustkę w głowie. Tamtego wieczoru słodycze jednak pomogły, aby mieć poczucie, że zrobiłem wszystko, co w mojej mocy. To pomogło na pewność siebie. Wynik? Osiemdziesiąt pięć procent, bo pytania komisji nie były jakimkolwiek problemem. Później wróciłem i świętowałem ulubionymi ciastkami, aby obniżyć stres. Znowu zaspokojenie osiągnięte wraz z przekroczoną ilością. Wydawało mi się to normalne.

Dlaczego?

To nie jest pojedyncza sytuacja. Mógłbym Ci opowiedzieć ich więcej. Wiele razy, kiedy w moim życiu działo się coś ważnego, po otrzymaniu negatywnego komunikatu odnośnie wsparcia, zrozumienia, bycia przy mnie, pozwalałem sobie na to kłamstwo wobec samego siebie. To obniża stres. Mam na taką ilość ochotę. To sprawia mi przyjemność. To jest mi potrzebne. To jest moim ratunkiem. Nie było.

Zawsze się chwaliłem tym, że nie pijąc alkoholu i nie paląc papierosów, miałem więcej pieniędzy niż moi koledzy o podobnym statusie finansowym rodziców. Mogłem za nie podróżować, jak sądziłem. Teraz dostrzegam to, że nie do końca tak było. Może nie wydawałem tylu złotówek na słodycze, jak oni na używki, ale zdarzały się okresy, w których to było jakimś nałogiem, na który je miałem.

Kiedy ciąg sytuacji stresowych czy jakaś z podstawowych ludzkich potrzeb była niezaspokojona, reagowałem w jeden z kilku znanych sobie sposobów. Jednym z nich jest podjadanie. Bo tak prościej. Bo tego nikt nie dostrzeże. Bo to daje poczucie iluzji, że szczęście można osiągnąć drogą na skróty. Bo to sprawia, że boli mniej. Że choć na chwilę przestaje. Ale to nie był wybór. To była ucieczka. Przecież tylko czasem boli brzuch.

Powód?

Nikt nie wychowywał się w idealnych warunkach, więc każdy z nas ma jakiś brak. Nie ma nic złego w tym, że rodzice są tylko ludźmi i nie potrafili okazać pewnych rzeczy na różnych etapach życia. Albo też społeczność, w której się wychowywaliśmy czy ludzie, których wybraliśmy na swoich znajomych, kolegów, przyjaciół. Jednak ta nieświadomość i niezaspokojenie potrzeb nie powinny stać się motorem napędowym do różnych decyzji w naszym życiu, choć często tak się dzieje. Widzę to po sobie czy po ludziach, który w jakiś konkretny sposób próbują ukryć prawdę o sobie samych. Że w jakiś sposób nie zostali zaakceptowani, kochani, że nie otrzymali wsparcia wtedy, kiedy powinni. To nie jest przecież moja czy Twoja wina, że ludzie, którzy byli Ci bliscy, zawalili. Pokazali, że są słabi, niedoskonali. Pewnie kiedy będziemy wychowywać własne dzieci, też będzie podobnie. Nie jesteśmy idealni, ciągle uczymy się bycia razem. Jednak najważniejsza jest świadomość – tak było i choć została wyrządzona nam krzywda, to my nie odreagowujemy kolejny raz, a przeżywamy własne emocje. Dopiero wtedy możemy być wolni. Dopiero wtedy możemy iść dalej, bez ciągnięcia tego balastu z tyłu. W innym przypadku ciągle będziemy rozbijać się o to, jak od tego uciec. Niezależnie od tego, czy chodzi o bliskość, bezpieczeństwo, seksualność, akceptację, samorealizację, szczęście, itd.

Jedzenie jest tylko jedną z form odreagowywania. Mogą to być dziwne relacje, praca, seks, internet, telewizor, pasje, źle pojmowana wiara, lenistwo… Choć to tylko kilka przykładów, może się to odbywać na naprawdę wielu poziomach. Fizycznym, psychicznym i duchowym. Wiele z powyższych rzeczy same w sobie nie są złe. Chodzi o świadomość dlaczego to robię i dlaczego w taki sposób.

Jak to wygląda dziś?

Wiem, że jeszcze nie jest idealnie. Obok mojego fotela, na którym piszę, leży opakowanie Ptasiego Mleczka, które zjadłem w ¾ w ciągu jednej nocy. Pojawiły się silne emocje, pewne potrzeby zostały niezaspokojone i czasem jest tak, że każdy z nas radzi sobie w jakiś określony sposób. Najmniej szkodliwy dla innych. A kogo to zaboli, że trochę więcej zjem? No właśnie. Fakt, że nie mam żony czy dzieci, którzy widzieliby tę niewłaściwą postawę, sprawia, że jedyną kontrolę mogę narzucić sobie ja sam. To jest jednak pułapka i ten sposób myślenia – gdyby ktoś był, to by mnie uratował. Nikt mnie czy Ciebie nie wyzwoli od problemu, dopóki nie poradzimy sobie z nim sami. Owszem, są ludzie, którzy będą przy nas, ale… oni nie wezmą odpowiedzialności za nasze życie tam, gdzie ona spoczywa całkowicie na nas.

Nie jest też tak, że nic się nie zmieniło. Dziś nie przejadam się podczas śniadania, obiadu czy kolacji. Staram się kontrolować, aby nie mylić braku energii wynikającej z niejedzenia z tym, że coś w moim życiu jest nie tak. Odreagowanie jedzeniem nic nie daje, dostrzegam to. Nawet niedawno była taka sytuacja, że odmówiłem zjedzenia większej ilości obiadu, kiedy naprawdę nie miałem takiej ochoty. Choć, jak widzę, trudno to moim bliskim przyjąć. Zawsze jadłeś więcej. Po Tobie tego nie widać. Przecież nie jesteś gruby. Może i nie jestem, ale też nie chcę mylić potrzeb fizycznych z tymi psychicznymi. Na dziś wystarczy – pomyślałem sobie i miałem rację.

Kiedy pojawia się więc pokusa, aby sięgnąć po taką formę zaspokojenia psychicznego, siadam i myślę z czego to wynika. Albo po prostu robię dalej swoje i nie zważam na to, że może coś jest ze mną nie tak. Bo jest wszystko w porządku. Nie każdą potrzebę trzeba natychmiast zrealizować. One są tylko komunikatem, że w danym czasie czegoś pragniemy. Jednak jesteśmy ludźmi i to sprawia, że możemy wybierać. Wybierać mądrze.

Im częściej uświadamiamy sobie własne potrzeby, tym rzadziej myślimy o nich w kategoriach zaspokojenia czy problemu. One po prostu są. Możemy więc cały czas decydować, gdzie energia, którą mamy w sobie, zostanie wykorzystana. Potrzebę bliskości można zaspokoić słodyczami, a można kontaktem z drugim człowiekiem. Można to połączyć, w odpowiednich proporcjach. Bo to nie jest tak, że teraz każde ciastko jest złem. Problemem jest wtedy, kiedy ich ilość przekracza pewne normy.

My mamy potrzeby, ale nimi nie jesteśmy. Ważnym momentem jest nazwać: to jestem ja, a to tylko moja potrzeba. To pierwszy krok do zrozumienia, że one nie muszą nami kierować.

A później… mogę znowu wrócić do tego, co lubię, z przyjemnością. W odpowiednich proporcjach.

Rafał

Piszę od zawsze. Obserwuję ludzi i szukam historii, przyczyn. Interesuje mnie konkretna człowiek, nie ogół. Nie patrzę zbytnio wstecz, bo przyszłość jest taka piękna. Ten blog jest zapisem świadomego przeżywania życia, inaczej smakowania. Więcej tutaj: klik.