main

Damsko-męskie

Jeśli masz być w byle jakim związku…

14 listopada 2016 — 0

…to lepiej zostań sam.

Jestem teraz w takim wieku, że co chwilę jakiś znajomy czy znajoma zmienia status na Facebooku na „zawarcie małżeństwa z osobą X”. Czasem znam powody, dla których decydują się na ten krok, innym razem mogę tylko się domyślać. Dla jednych ślub jest tylko formalnością, bo żyją ze sobą od kilku lat. Drudzy odnaleźli człowieka, z którym chcą dzielić resztę życia, więc to naturalna konsekwencja ich świadomego wyboru. Reszta robi to, bo “wpadła” albo sami nie mają pojęcia dlaczego są z tą drugą osobą, ale kogoś trzeba mieć. Podobno ją „kochają”. Tylko kochają osobę czy pieniądze, poczucie bezpieczeństwa, możliwość wyprowadzki od rodziców lub ciepłe obiadki i seks?

Teoria jednego roku

Są związki, które nie wróżą dobrej przyszłości już wtedy, kiedy mija okres najsilniejszej fascynacji, a zaczyna się świadome wybieranie drugiej połówki. Kiedy sterta niepozmywanych naczyń nie jest „artystycznym nieładem”, ale śmierdzącą kupą talerzy do mycia. Kiedy staranie się o tę drugą osobę przestaje być tak intensywne jak na początku. Kiedy zamiast przebywać ze sobą, robi się wszystko inne, ale nie to. Najgorzej jest jednak wtedy, kiedy przestaje się o swojej relacji rozmawiać i liczy na cud, że ta druga osoba się zmieni. Nie zmieni się, najprawdopodobniej.

Zauważyłem pewną prawidłowość w związkach – między dziesiątym a czternastym miesiącem jest taki okres, w którym odejście jeszcze nie kosztuje tak wiele, jak po dwóch, trzech czy pięciu latach. Jednak już wtedy zauważa się wady tej drugiej strony na tyle, że można podjąć decyzję nie tylko przez różowe okulary. Zresztą, to też czas pierwszych, większych kryzysów i widzi się, na ile partnerka idzie na kompromis, a na ile chce zawsze mieć rację. Poznajesz też, czy ona spełnia Twoje oczekiwania – wszystkich nie musi, ale są rzeczy, z których nie warto rezygnować. Zaczynasz kalkulować, czy Wasze plany na życie pokrywają się – bo nie chcesz skończyć pod jej pantoflem. To naturalne, że myślisz o przyszłości, bo Wasze wspólne decyzje w głównej mierze będą dotyczyć też Ciebie. Wątpliwości są dobre, bo każdy z nas chciałby być z kimś, komu można zaufać. Co jednak, jeśli czujesz, że to nie to?

Teoria jednego roku zawiera dwie prawdy:

#1 Rezygnuj, jeśli nie widzisz z kimś przyszłości

Porozrzucane skarpetki nie są przeszkodą do budowania Waszej relacji. Kto jest bez winy, niech pierwszy nią rzuci. Problemem za to stają się rzeczy, nad którymi ludzie nie pracują lub mają do nich niezdrowy stosunek: emocje, rodzina, seks, religia, odpoczynek, poglądy. W związkach nie przeszkadza nam to, że ktoś ma wady, ale fakt, że nie bierze odpowiedzialności za swoje życie. Dla Tomka nie było problemem to, że Asia mieszkała ze swoimi rodzicami. Jednak każdą decyzję podejmowała w zgodzie z nimi. Próbował to zmienić, ale się nie udało. Rozstali się, po kilku latach on jest szczęśliwy z inną, ona dalej jest w tym samym miejscu = mieszka w domu rodzinnym i pracuje w firmie ojca.

#2 Jeśli nie odejdziesz, na 90% skończy się to ślubem

Albo długoletnim, nieudanym związkiem, który będzie Cię kosztował o wiele więcej, niż konsekwencje rozstania na tym etapie. Jeśli boisz się zostać sam, bo nie przypominasz Ryana Goslinga (choć kwestia wyglądu częściej dotyczy kobiecej części), nie zarabiasz jak Michał Szafrański, a Twoje relacje z rodziną są bardziej pokręcone niż Lato z radiem, to… męcz się dalej. Potem będzie tylko gorzej. Tym razem to Ty uciekasz od decyzji, czyli dojrzałości.

Dlaczego warto szukać?

Mnie przeraża perspektywa życia z kimś, o kim nie mógłbym powiedzieć: to z nią chcę przeżyć resztę swojego życia, chociaż nie wiem, jakie ono będzie. Dla mnie dobrze rozwijający się związek jest zapowiedzią jeszcze lepszego partnerstwa, małżeństwa. Nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy decyduję się na ślub, bo: rodzice ją polubili, bo się przyzwyczailiśmy do siebie, bo jest fajna z niej partia, choć zupełnie do mnie nie pasuje, itd. Czasem po prostu między dwojgiem osób „nie gra” i nie ma sensu tego ciągnąć na siłę. Zastanów się, co Ty powiedziałbyś o swojej partnerce.

Rok stracony?

Trwając w takim związku marnujesz energię, potencjał, czas, który mógłbyś przeznaczyć dla siebie. Zamiast zajmować się nierozwiązanymi problemami emocjonalnymi drugiej strony, mógłbyś grać w Fifę do rana i mieć poczucie, że i tak robisz coś lepszego, niż trwanie w beznadziejnym związku. To drugie chociaż Cię odpręży. Dlatego warto potraktować to jako doświadczenie, które zaprocentuje na przyszłość. Nie jest to rok stracony, bo…

Kiedy dowiesz się, z jakim typem osób nie chcesz być, odkryjesz też, kogo pożądasz. Po to są wszystkie nieudane związki. Aby znaleźć tę właściwą.

Rafał

Piszę od zawsze. Obserwuję ludzi i szukam historii, przyczyn. Interesuje mnie konkretna człowiek, nie ogół. Nie patrzę zbytnio wstecz, bo przyszłość jest taka piękna. Ten blog jest zapisem świadomego przeżywania życia, inaczej smakowania. Więcej tutaj: klik.