main

Damsko-męskie

Jak się (nie) zakochać?

13 maja 2016 — 0

Zakochanie to jest pewien stan, prawda? To jest jak depresja. Albo wiara. Albo jakbyś nurkowała. Wszystko inne niewiele wówczas dla ciebie znaczy. – Zoe Heller

– Stary, nie spotkałem jej. Byłem tam już piąty raz i nic. – powiedział Piotrek, po czym wymieniliśmy kilka zdań i się rozłączył.

Jego historia nadaje się na scenariusz filmowy. On – typowy informatyk, ona, piękna dziewczyna niskiego wzrostu, w dodatku świetnie ubrana. Pewnej słonecznej, majowej niedzieli poszliśmy do kościoła, gdzie on przez prawie godzinę wpatrywał się w jej plecy. – Podejdę i zdobędę numer – zakomunikował gdzieś w połowie. Oczywiście, nie zrobił tego, bo jego mózg przetwarzał wszystkie możliwe schematy z szybkością Nokii 3310, do której wgrano Androida, czyli może skończyłby myśleć za jakiś rok, jeśli się nie zawiesi. Potem, jak rasowy stalker, obiecał, że będzie tu przychodzić na tę samą godzinę, by jeszcze raz ją spotkać i zrobić to, co trzeba było za pierwszym razem.

Co sprawia, że nie podchodzimy?

Boimy się, że nasze życie nie będzie tak piękne, jak sobie wyobrażamy. Ta zjawiskowa kobieta okaże się „tylko” Mariolką, która lubi sport, kino angielskie oraz nienawidzi sprzątać. Ten świetnie ubrany facet to Roman, który nie zna się na samochodach, zamiast siłowni po pracy woli pograć na Playstation czy poczytać Cobena. Na wakacje woleliby jeździć na Mazury, niż przemierzać autostopem Europę czy latać na Bali i tak dalej… W zderzeniu z oczekiwaniami inni ludzie zazwyczaj wypadają blado, dlatego uciekamy od głębszego poznania drugiej osoby, sprawdzenia, czy z tym kimś dałoby się stworzyć satysfakcjonujący związek. Najbardziej jednak boimy rozczarować się sobą, bo co jeśli to my okażemy się niewystarczający dla naszego ideału?

Ta sytuacja z Piotrkiem miała miejsce cztery lata temu. Pamiętam ją dość dobrze, bo wtedy wierzyłem w to, że w życiu istnieje tylko ta jedna, jedyna przeznaczona dla nas osoba. Że ona spotka nas w odpowiednim momencie i będzie się żyło długo oraz szczęśliwie. Że dwoje osób musi być razem, mimo chichotu losu. Myślałem, że jesteś nią Ty – mógł powiedzieć mój kolega. Mylił się, tak jak ja co do istnienia tej „jedynej”. Chłopcy czasem dorastają.

Miłość to nie jest to, co chcemy, żeby było

Kiedy czujemy się zauroczeni, zakochani, wyobrażamy sobie to, jak będzie wyglądać przyszłość. W myślach podrywamy, zawieramy związki, przeżywamy randki oraz te momenty, które sprawiają, że chce się żyć. Wierzymy w to, że będzie magicznie, że to jest nasz czas na miłość. Potem przychodzi jednak zderzenie z rzeczywistością – tak się nie dzieje. Kobieta liczy na to, że on podejdzie, ale nic takiego się nie wydarza, jak w przypadku Oli. Facet myśli, że podrywana Jolka odwzajemni jego uczucia, ale czasem przychodzi to właśnie rozczarowanie, bo ona może powiedzieć nie i nie ma w tym nic złego.

Załóżmy jednak, że ktoś przechodzi przez ten etap. Wchodzi w związek. Nagle okazuje się, że ideał posiada wady. Że dzielą Was różnice – poglądy polityczne, religijne, zainteresowania czy sposoby spędzania wolnego czasu. Wiele osób na tym etapie doznaje poczucia krzywdy, bo nie tak miało być, nie tak to sobie wyobrażałem. To, co miało być wyjątkowe, staje się nieakceptowane. Ludzie czują się zawiedzeni tą drugą stroną. Że ta „jedyna” nie jest naszą drugą połówką, która idealnie się dopasuje. A wystarczyłoby wiedzieć, że miłość to nie jest tylko to, co się czuje, ani to, co sobie wcześniej wyobraziliśmy.

Dlaczego wyobrażamy sobie związki?

To daje poczucie, że w naszym życiu uczuciowym w każdej chwili może coś się zmienić. Że następnym razem podejdziemy, a kobieta da się poderwać. W przypadku kobiet – że kiedy bardziej kusząco się ubierze, wykaże inicjatywę, to facet będzie na jej zawołanie. Tworzy to złudny obraz rzeczywistości, który mówi – możesz mieć wszystko, kiedykolwiek zechcesz, kto Ci się oprze? Odczuwamy psychiczny komfort, że realne działanie przyniesie wyłącznie sukces na polu relacji damsko-męskich. Że partner będzie miał te cechy, których szukamy. Że związek zaspokoi różne potrzeby oraz uskrzydli do osiągania marzeń. Tylko… z pewnych, nieznanych nikomu powodów i mimo prób – nie wychodzi.

Przykład wizualizacji, która zazwyczaj nie działa

Statystycznie tylko jedna nowa firma na dziesięć w Polsce przetrwa dłużej niż rok. Pięć procent daje radę więcej niż dwa lata. Myślę, że żaden z szefów nie zakłada, że mu się nie uda, kiedy ją otwiera.  Co więcej – ma nawet realne podstawy ku temu, żeby sądzić, że mu wyjdzie. Wizualizacja sukcesu to jednak nie jest rzeczywistość.

Dlaczego więc łatwiej jest sobie wyobrażać? Bo nie ponosi się kosztów związanych z ryzykiem. Dodatkowo badania pokazują, że kiedy sobie wyobrażamy jakiś osiągany cel, ośrodek nagrody w mózgu przeżywa to dokładnie tak, jakby to się działo realnie. To sprawia, że nie ma sensu czegoś robić, skoro można oszukiwać mózg, że to już „za nami”.

Weryfikacja z rzeczywistością

W teorii to zderzenie myśli, uczucia, wyobrażenia z daną sytuacją. W praktyce wygląda to tak, że kiedy nie wiesz, co ktoś do Ciebie czuje, podchodzisz, poznajesz, pytasz. Dla wielu osób staje się to niemożliwe (w głowie, nie w rzeczywistości) z powodu wewnętrznego lęku, ale… nie ma innej drogi. Poza ucieczką, co zazwyczaj ludzie robią, kiedy sobie wyobrażają. Piotrek, żeby się przekonać, mógł podejść, zagadać i zobaczyć, czy ta znajomość się rozwinie. Nie zrobił tego, a potem przez kilka tygodni podtrzymywał w sobie to przekonanie, że jeszcze kiedyś ją spotka. Może i mu się to udało, ale jej nie poznał? Tego nie wie nikt.

Ostatnio O. pisała mi, że „on jej nie podrywa”, tak sądzi. Przy tym dodała, że Romek mówi jej, że jest cudowną kobietą, zaprasza ją na randki i ogólnie zachowuje się tak, jak zakochany facet. Aczkolwiek nie robi tego „czegoś”, co ona zdefiniowałaby jako zainteresowanie. To jest właśnie życie oczekiwaniami. Kiedy czekasz na to, co chciałbyś otrzymać, co samo w sobie nie jest złe, ale też nie patrzysz na to, co ktoś może Ci dać.

Samo zauroczenie nie wystarczy

Na początku tekstu napisałem, że chłopcy czasem dorastają. Po tamtej sytuacji zrozumiałem, że dopiero poznanie drugiej osoby może dać szansę na to, aby dowiedzieć się, czy ta relacja ma w ogóle jakikolwiek sens. Że samo zauroczenie nie wystarczy do tego, aby stworzyć satysfakcjonujący związek. Że ludzie nie zawsze są na niego gotowi, ale to już nie nasz problem. Że czasem warto jest przekonać się szybciej i odpuścić, niż kochać obraz w swojej własnej głowie.

Dojrzałość w relacjach polega między innymi na tym, że są one naszym świadomym wyborem, jesteśmy w stanie gotowości do działania, zmian oraz otwieramy się na przyjmowanie tej drugiej strony z całym jej bagażem doświadczeń, przyzwyczajeń, zalet i wad. Nie trzeba więc sobie nic wymyślać, żeby móc zachwycić się drugą osobą.

Problem w wyobrażaniu leży w rozumieniu relacji damsko-męskich. Miłość zaczyna się wtedy, kiedy widzę swojego partnera takim, jakim jest i staram się go przyjąć, zrozumieć, a dopiero później ewentualnie próbuję zmienić jego wady, nie wartości. Dlatego miłością nie może być to, co nie istnieje albo istnieje tylko w naszej głowie.

Zastanów się więc, czy to kiedykolwiek miało szansę.

Rafał

Piszę od zawsze. Obserwuję ludzi i szukam historii, przyczyn. Interesuje mnie konkretna człowiek, nie ogół. Nie patrzę zbytnio wstecz, bo przyszłość jest taka piękna. Ten blog jest zapisem świadomego przeżywania życia, inaczej smakowania. Więcej tutaj: klik.