main

Styl życia

Dziś nie stworzymy najlepszego dzieła

9 października 2015 — 4

Jesteś tak dobry, jak Twój ostatni tekst.

Jak to jest, kiedy przygotowujesz się do najważniejszej bitwy w życiu, ale nie wychodzisz walczyć? Jak to jest czekać na miłość życia, na tę jedyną, a kiedy ona już się zjawia, odpuścić? Jak to jest, kiedy masz pomysł na biznes, randkę, zmianę życia, ale tego nie realizujesz? Jeśli znasz to uczucie, wiedz, że mam tak samo.

Rok temu narodziła się nazwa tego bloga. Jest ona wypadkową decyzji o wyjeździe autostopowym za granicę (jak dotąd jedynym). Doświadczanie rzeczywistości podczas tego czasu, było jedną z najcenniejszych lekcji w życiu, bo ono naprawdę uwalniało z tego całego gówna, którym wszyscy obrastamy. Złożonego z własnych i cudzych ograniczeń, schematów, nietrafionych decyzji.

Minął ten rok, a ja dopiero zaczynam. Dlaczego? Przez dłuższy czas czułem, że to nie jest jeszcze ten moment, bo są pewne sprawy, które muszę poukładać. Potem przyszedł czas na znalezienie odpowiedniego szablonu na bloga, który trzeba było dostosować i zrobić go według własnych potrzeb. Teraz jest czas na napisanie pierwszego tekstu, a ja mam poczucie, że… no, właśnie, co?

Każdy z nas chce być zapamiętany

Jesteśmy ludźmi, a to sprawia, że dążymy rzeczy wielkich. Jest w nas to pragnienie, żeby tworzyć i pozostawić po sobie coś, co zostanie zapamiętane. Nawet kiedy ktoś pisze pamiętnik, mimo że dla siebie, liczy się z tym, że po śmierci może zostać on odczytany. To ludzkie, że odkrywamy własną wartość i pragniemy się nią dzielić na swój sposób.

Jest we mnie przeświadczenie, że mogę pisać więcej, mądrzej, lepiej. Ba, nawet często próbuję to robić, jednak widzę pewną pętlę, która zaciska się coraz mocniej wokół szyi. To presja oczekiwań wobec siebie. Strach przed porażką jest na tyle silny, że często uniemożliwia działanie. Rodzi się głos w głowie: to, co napisałeś, jest niewystarczające. Stać Cię na więcej. Kiedyś pisałeś lepiej. I zostaję z tymi niespełnionymi oczekiwaniami, bo wierzę w to ciągle, że następnego dnia będzie lepiej.

Rzeczywistość jest inna, niż przewidywaliśmy

Codzienność jednak weryfikuje te plany. Budzi się rozgoryczenie, bo praca, pasja czy niektóre relacje sprawiają, że dostrzegamy nasze braki. Nie jesteśmy w stanie stawiać sobie pomnika po każdej stworzonej czy dokonanej rzeczy. Nie znam artysty, któremu by zawsze wszystko wychodziło. W dorobku wielu z nich są rzeczy dobre, ale te wybitne można policzyć na palcach jednej ręki, czasem dwóch. Oni też tworzyli z poczuciem porażki.

Są tacy, jak van Gogh, którzy dopiero po śmierci zostali docenieni. Jego obrazów, mimo że teraz są warte miliony, wtedy nikt nie chciał kupić za marne pieniądze. Po drugiej stronie jest Jean-Jacques Rousseau, francuski filozof i pedagog. Stworzył jedną z koncepcji wychowania człowieka, sam oddając piątkę dzieci do przytułku. W jego dziełach rozczytywali się najwięksi filozofowie, ale jego życie odbiegało od tego, co prezentował. Jak więc zmierzyć sukces dziś? Ilością polubień na Facebooku? Liczbą pozytywnych komentarzy?

Sukces weryfikujesz Ty sam

Wierzę w to głęboko, że mierzenie sukcesu na podstawie porównywania się z innymi, zadowolenia z siebie czy otrzymanego efektu, to tylko zasłona dymna przed jedynym, wewnętrznym weryfikatorem. Konrad na BFG ‘14 nazwał to wewnętrznym kompasem. To poczucie, że wszystko jest na swoim miejscu i zmierza w dobrym kierunku. Poziom zadowolenia z siebie lub opinii innych może być tym, co przesłania nam to, czy robimy rzeczy dobre i właściwe. Jest to jakiś wyznacznik, ale nie jedyny.

Jesteś tak dobry jak Twój ostatni tekst

Powyższe zdanie wprowadza dzisiejszy wpis. Kiedyś było mi pomocne, bo doprowadziło mnie do tego, że rozwijałem się i wypracowałem swój własny styl, ale… jest w nim zawarte kłamstwo. Oceniać trzeba twórczość autora, nie pojedynczy tekst. Gdyby pojedyncze czyny nas definiowały – raz bylibyśmy superbohaterami, którzy ratują świat, a raz świniami, które ranią innych. Życie nie jest tak zero-jedynkowe, jak się czasem wydaje.

Dziś nie stworzymy najlepszego dzieła

Staram się nie ufać  temu przekonaniu, że jestem niewystarczająco dobry. Pomaga mi w tym jedna myśl, którą mógłbym zawrzeć w tym pytaniu: po co to robisz? Nie wyobrażam sobie życia bez pisania. Ten sposób wyrażania siebie towarzyszy mi od dzieciństwa – kiedyś jako protest przeciwko temu, że rodzice nie kupili mi sprzętu muzycznego, dziś jako świadomy wybór. Robię to też dlatego, że mam siłę do mówienia o rzeczach trudnych w sposób jasny, klarowny, ale zwrócony na drugiego człowieka. To inni obdarzyli mnie kredytem zaufania, a ja mam zamiar go spłacić. Choć wiem, że to niemożliwe. Różne więc są motywacje. To właśnie one określają, czy tak naprawdę dana twórczość jest wartością samą w sobie. Nie zawsze w tworzeniu chodzi o mnie czy o Ciebie.

Wiesz co? Może dziś nie stworzymy najlepszego dzieła. Nie dostaniemy za to Nobla, pięciu minut w telewizji czy na Facebooku. Jednak położymy się spać z poczuciem, że robimy rzeczy naprawdę wartościowe. Tego nie kupimy za żadną cenę.

Rafał

Piszę od zawsze. Obserwuję ludzi i szukam historii, przyczyn. Interesuje mnie konkretna człowiek, nie ogół. Nie patrzę zbytnio wstecz, bo przyszłość jest taka piękna. Ten blog jest zapisem świadomego przeżywania życia, inaczej smakowania. Więcej tutaj: klik.