main

Damsko-męskie

Czekałam na Ciebie

17 kwietnia 2016 — 1

Ona napisała mi wiadomość, że “to koniec”. Wiedziałem dobrze o kogo chodzi. Zapytałem ją, czy chciałaby się podzielić swoją historią i doświadczeniem w rozmowie ze mną. Po pierwszym zdziwieniu – zgodziła się. Ola opowiedziała o swoim nieszczęśliwym zauroczeniu – “M.”, jak go określa oraz o tym, jak to na nią wpłynęło. Zapraszam.

Pamiętasz swoje pierwsze zauroczenie?
To było jakieś 7 lat temu. Byłam wtedy w drugiej klasie liceum i miałam inne wyobrażenia o pierwszej miłości, motylach w brzuchu, płomieniu w spojrzeniach. Myślałam, że wszystko będzie takie magiczne, cała “oprawa” tego momentu będzie podniosła, a tymczasem co? Po raz pierwszy nasze spojrzenia zbiegły się na…dworcu autobusowym. Pachniało zapiekankami, jak zwykle. Było piękne, jesienne popołudnie.

Spojrzenia się zbiegły, a uczucie zostało odwzajemnione?
Byliśmy dla siebie tylko przez tę krótką chwilę. Ułamki sekund, powtarzające się codziennie, o 15:20. Miałam wtedy w głowie tysiące wyobrażeń o tym, w jaki sposób podchodzi do mnie i zagaduje. Potem spotykamy się, są randki, zachody słońca. Trzymamy się za ręce, a potem on wyjmuje pierścionek. Żylibyśmy długo i szczęśliwie. I to wszystko przez tę krótką chwilę – wymyślone.

Dlaczego to sobie wymyślałaś? Łatwiej było przeżyć fakt, że może nigdy go nie poznasz?
Chyba nigdy w ten sposób nie myślałam. Zawsze, gdzieś w głowie, jakiś głos mówił mi, że w końcu nasze tory się zbiegną. Po drugie jakaś taka duma trzymała moje fantazje na wodzy i nigdy nie pozwalała ich wcielać w prawdziwe życie. Jakieś zasady, że to facet robi pierwszy krok i takie tam. Czasem myślę, że człowiek tak wiele wymaga od życia i pozwala, żeby ono samo podejmowało za nas decyzje. Taki dysonans.

Podjął decyzję za Ciebie? Podszedł?
Nigdy. Spierałam się, że może on też czekał na mnie? Kto wie…

Ile na to czekałaś? Na to, że zrobi ten pierwszy krok?
Do końca liceum. Latem spotykałam go, jak dojeżdżał motorem do szkoły i nawet wtedy miałam w głowie jakąś nadzieję, że może właśnie teraz zatrzyma się i powie, że na mnie czekał. Czasem nawet wydawało mi się, że puszcza mi “oczko” przez kask <uśmiech>. Tak naprawdę mieliśmy setki okazji, żeby się poznać. Chwilami byliśmy naprawdę bardzo blisko… ale nigdy wystarczająco.

Myślisz, że takie nieszczęśliwe zauroczenia są potrzebne w naszym życiu? Co Ci ono dało, tak patrząc z dzisiejszej perspektywy?
Wiesz… myślę, że była to naprawdę słuszna lekcja. Surowa, to fakt, ale najpewniej skuteczna. To tak jak w tym powiedzeniu, że dowiesz się wtedy, kiedy coś stracisz. Ja straciłam szansę na poznanie nowej osoby, a może i na coś więcej. Tak naprawdę gdybym wtedy postawiła wszystko na jedną kartę, nawet w przypadku kompromitacji, dziś najpewniej śmiałabym się z tego. Jednak nie ma to już znaczenia, odległy czas przeszły, wiele się zmieniło.

Co zrobiłabyś inaczej, gdybyś miała szansę?
Hmmm… bardzo trudno odpowiedzieć mi na to pytanie. Jedno wiem na pewno – wierzę w przeznaczenie. Może o to właśnie wtedy chodziło, tylko o tę lekcję, o nic więcej. A co zrobiłabym inaczej? Na pewno zaryzykowałabym. Podeszłabym do niego i spróbowała “wyczaić”. Ale z większym spokojem i równowagą. I wiesz co? Pewnie chciałabym z nim trochę poflirtować <uśmiech>.

Znamy się dość długo, więc mogę stwierdzić, że tę lekcję odrobiłaś dość dobrze.
Oj tak. Na piątkę. Człowiek uczy się na błędach i rzeczywiście to tutaj poskutkowało, chociaż… mój chłopak musiał się nieźle natrudzić, żeby mnie podejść, a uwierz, wiele go to kosztowało. Podobno onieśmielało go moje towarzystwo. Może z M. też tak było?

Kiedy doszłaś do wniosku, że z tego nic nie będzie?
Zaczęły się studia i każdy poszedł w swoją stronę. Miałam wtedy ogromny żal w sercu, ale wiedziałam, że to jedyna szansa na wyplątanie się z tej sieci złudzeń. Całe szczęście, że się sprawdziło.

Nie pamiętasz już, jak sprawdzaliśmy na Naszej Klasie, czy Ci odpisał? To było chyba na pierwszym roku studiów…
Możliwe. Pogodzenie się z tym faktem nie przyszło od razu. Pamiętam, jak odezwałam się do niego na NK, faktycznie, ale nie pamiętam w jakim roku to się stało. Wiem tylko, że było lato i on był w USA. Cieszyłam się, że mimo różnicy czasu, odpisywał na moje wiadomości. Z drugiej strony martwiło mnie, że nigdy mnie o nic nie zapytał. Ciągnęłam tę rozmowę na siłę. Już wtedy utwierdziłam się w przekonaniu, że pora zamknąć ten rozdział.

Dziś podesłałaś mi zdjęcia z jego ślubu. Jak się czułaś, kiedy je przeglądałaś?
Poczułam… wewnętrzny spokój. Ale po kolei. Najpierw przyszło ogromne zdziwienie. Wszystkie te wydarzenia (te z moich wyobrażeń i te faktyczne) z jego udziałem, przeleciały mi przez głowę w przyspieszeniu (tak jak jakaś szybka retrospekcja w filmach). Potem przyszła refleksja o tym, jak mocno byłam w to wszystko zaangażowana, że pomimo upływu tylu lat, zwykłe zdjęcie bardzo mnie wzruszyło. A potem spokój…że życie mu się potoczyło i tak fajnie ułożyło. I wiesz co? Nie było we mnie żalu, ani goryczy… wiesz, że to mogłam być ja. Ten rozdział zamknął się już na zawsze, a ja prawdopodobnie jestem tak samo szczęśliwa, jak M. <uśmiech>

Co zmienia zakochanie w naszym życiu? Jaka jest różnica między tym nieszczęśliwym a prawdziwą, spełnioną relacją?
Oba uczucia różni bardzo wiele, to wręcz antonimy. Twoje zachowanie, emocje, a także charakter ulega zmianom, bardzo różnym. Jest jednak coś, co łączy te obie relacje… to doświadczenie drugiego człowieka. I niezależnie od tego, czy jest to uczucie, które zatrzyma nas przy kimś na dłużej, czy będą to tylko krótko wymieniane spojrzenia. Druga osoba pozwala nam spojrzeć na siebie z nieco innej, niż zwykle, perspektywy.

Czego dowiedziałaś się o sobie dzięki M?
Choć tak naprawdę nieświadomie stał się obiektem moim westchnień, a potem powodem jakichś wewnętrznych złamań, to też jednak wiele mu zawdzięczam. Dzięki niemu dowiedziałam się, ile mam w sobie siły, choć wykazałam się brakiem odwagi, nie robiąc pierwszego kroku. To brzmi jak paradoks, ale tak właśnie było. Kiedy patrzę na ten epizod z takiej perspektywy czasu myślę, że M. był mi potrzebny, żeby zrozumieć, że trzeba walczyć o coś, na czym mi zależy, bo samo nie przyjdzie.

Jak to wpłynęło na Twoje kolejne relacje z facetami?
Musiało upłynąć trochę czasu nim pogodziłam się z myślą, że prawdopodobnie już nigdy go nie zobaczę. W tym okresie bardzo dużo rozmyślałam i próbowałam (nieraz z desperacją) zmienić swoje podejście do facetów. Było trudno – generalnie do wszystkich czułam rozżalenie. Podniosły się też moje wymagania do nich względem charakteru czy nawet wyglądu. Być może dlatego, że ciągle jednak poszukiwałam w nich M…

Ile czasu potrzebowałaś, żeby skleić się na nowo?
To trwało chyba przez dwa lata. Potem coś we mnie pękło i postanowiłam dać komuś szansę. Niestety i tym razem moje uczucia zostały zranione…
Po tym czasie w moim życiu nastąpił jakiś prawdziwy boom. Zaczęłam poznawać nowych ludzi i podchodzić do nich z dystansem, na luzie. To chyba wszystko w obawie przed nadchodzącymi czasami studenckimi. Postanowiłam, że wykorzystam tę chwilę maksymalnie. To był etap prawdziwej rewolucji w moim życiu, który… pięknie zakończył się w ramionach Bartłomieja <uśmiech>.

Czym dla Ciebie jest związek? Jak patrzysz na to wszystko po poznaniu Bartka?
Może zacznę od tego, że sam fakt, że dwoje, dotychczas, obcych sobie ludzi spotyka się przypadkiem i potem tworzą jedność, jest dla mnie niesamowitym zjawiskiem. Przyznam szczerze, że nigdy nie mogłam tego po ludzku ogarnąć i też może za specjalnie nie wierzyłam, że i mnie się może to przytrafić.
Bycie w związku, to ciągła nauka. Uczenie się od siebie i siebie. Przede wszystkim dla mnie jest to nauka życia miłością. Niełatwe i czasem nawet przykre treningi wybaczania, zaufania, przepraszania, dziękowania czy dbania o siebie nawzajem. To wszystko składa się na wspaniałe chwile i w rezultacie udany związek.

A czego najbardziej się boisz?
Wydaję mi się, że im bardziej czegoś pragnę, im bardziej na czymś mi zależy, tym mocniej się boję. W tym przypadku boję się, że mogłabym zawieść, rozczarować. Że mogłabym czegoś nie dopilnować w tym całym pielęgnowaniu. To też jest tak, że na co dzień o tym nie myślę. Jednak kiedy już ktoś zapyta…

Napisałaś o tym, że kiedyś chciałaś, żeby życie podjęło za Ciebie decyzję. Dziś, jak mniemam, wiesz, że masz wpływ na to, jak wygląda Twój związek. Jakie cechy warto w sobie wykształcić, żeby między dwojgiem osób było dobrze?
Na pewno trzeba uczyć się od siebie cierpliwości. Czasem mnie samej trudno ogarnąć swoje wady, a co dopiero przyjąć dodatkowo wady drugiej osoby i coś jeszcze z nimi robić, pracować nad nimi, bądź niektóre po prostu zaakceptować i już. Trzeba dużo rozmawiać i wspólnie rozwiązywać problemy, na spokojnie. No i to, co też ważne – zaufanie. Wiadomo, że żmudną drogą jest jego budowanie, ale w tym czasie można naprawdę owocnie dojrzewać do miłości. Dzięki wydarzeniom sprzed laty wiem, że mogę i chcę mieć wpływ na to, jak ma wyglądać mój związek. Wiesz, budzi się w Tobie takie pragnienie bycia za kogoś/coś odpowiedzialnym. Kiedyś gdzieś słyszałam taki cytat: “Jeśli się kocha, to trudu się nie czuje, a jeśli się czuje, to kocha się trud”.

Jak myślisz, kiedy się wie, że to jest “ten”?
Trudno opisać to uczucie słowami, jednak piękne jest, kiedy czujesz obecność drugiej osoby i wtedy myślisz: “to jest moje miejsce na Ziemi”. Tak jakbyś wędrował bardzo długo i w końcu dotarł do domu. Piękne. Kiedy w jego oczach widzę tan sam ogień, który płonie w nas obojgu. Kiedy znajduję tysiące codziennych synonimów słowa “kocham”, np: “ubierz się ciepło”, “jesteś głodny?”, “odpocznij”, itd, kiedy proste rzeczy sprawiają radość, bo robimy je RAZEM. Często mówię mu: “czekałam na Ciebie” – i wtedy on już wie kim jest dla mnie.

Rafał

Piszę od zawsze. Obserwuję ludzi i szukam historii, przyczyn. Interesuje mnie konkretna człowiek, nie ogół. Nie patrzę zbytnio wstecz, bo przyszłość jest taka piękna. Ten blog jest zapisem świadomego przeżywania życia, inaczej smakowania. Więcej tutaj: klik.