main

Relacje

Pokolenie dwudziestolatków

27 grudnia 2016 — 1

pokolenie-dwudziestolatków-960x636.jpg

Najbardziej roszczeniowe pokolenie?

Urodziliśmy się w czasach, w których Coca-Cola nie była dostępna tylko dzięki dobremu wujkowi z Ameryki czy Niemiec. W czasach, w których nasi rodzice uwierzyli, że mogą się dorobić, że są lepsze perspektywy, bo rynek pracy nie jest regulowany centralnie. W czasach, w których słowa „muszę to wybrać”, bo niczego nie było, zastąpiło „mogę”.

I to mogę przełożyło się na wszystko.

Mogę być kim zechcę.

Mogę mieć kogokolwiek chcę.

Mogę pojechać wszędzie.

Mogę robić cokolwiek.

Mogę jednego dnia się angażować, a drugiego uciekać bez (wielkich) konsekwencji.

Mogę pieprzone you can do everything, bo kto mi zabroni?

Tak narodziło się bardzo sfrustrowane pokolenie. Bo można wszystko, to prawda. Ale w teorii. I to najbardziej boli.

Związki

Daria jest ładną blondynką. Kręcone włosy, zawsze dobrze dopasowane jeansy podkreślające pośladki i lekki dekolt, bo często jej coś „przez przypadek” upada, kiedy jest na randce. Wiecie, co mam na myśli. Na zainteresowanie facetów nie może narzekać. Na żadnego też nie potrafi się zdecydować.

Jednak jak zapytacie ją, czego najbardziej w życiu jej brak, odpowiada bez namysłu: budzenia się przy kimś, na kim wiesz, że możesz polegać. Czy miała już kogoś takiego? Tak, nawet trzech. Ale byli dla niej zbyt mało męscy, jak mówi. Kiedy zapytałem ją, co to dokładnie znaczy – nie umiała odpowiedzieć wprost. Bo wiecie, jak kobieta żyje przekonaniem, że związek to emocje, to każdy się  kiedyś wypali. Jeśli wie, że może szukać w nieskończoność swojego Ryana Goslinga, który wie, kiedy być zimnym jak lód i ciągnąć za włosy, a kiedy czułym jak doradca kredytowy w banku, to nie zdecyduje się na nikogo.

Arek jest jej męskim odpowiednikiem, tylko bardziej liberalnym. Sypia z kobietami i na razie nie zamierza się wiązać, bo nie trafił na tę jedyną. Czy próbował? Raz. Jednak w zderzeniu z porno jego partnerka nie dawała rady. Mieli trochę inne temperamenty, więc się rozstali. A on za pewną normę przyjął to, że w łóżku musi się układać od samego początku, bo inaczej związek nie ma sensu. I poznał trzy takie, które zaskoczyły go na plus. Ale dwie z nich, kiedy wychodziły z jego mieszkania, nie chciały zostawiać numeru. Trzecia dała, ale po miesiącu on wiedział, że jedyne do czego ona się nadaje, to do lóżka i liczenia pieniędzy. A na tym też mu nie zależało, więc… szuka dalej.

Praca

Piotr skończył studia. Ma magistra z czegoś, co można określić jednym słowem – „bezrobocie”. Obecnie ma już czwartą pracę w ciągu roku i dalej szuka tego, w czym mógłby się realizować. Jak się wydaje, to nie jest problemem – nie każdy znajduje od razu. Nie jest też nim to, że mieszka z rodzicami po skończeniu studiów. Nie jest nim to, że nie ma kobiety. Pasji. Stałej pracy.

Problem jest jeden – nie ma pomysłu na siebie. Uwierzył w to, że może być kimkolwiek zechce i sprawdza od jakiegoś czasu, czy chce być magazynierem, pracownikiem na budowie oraz asystentem w pewnej kancelarii prawniczej. Coś jak jeden z tych Mroczków w M jak miłość. Chłopiec na posyłki.

W takiej pracy nie ma nic poniżającego. Pieniądze nie śmierdzą, a ona nie hańbi. Boli to, kiedy człowiek nie ma ambicji. Kiedy ktoś myśli, że sky is the limit, a rozbija się o to, czy mu wystarczy do końca miesiąca. Tak, wiem, każdy milioner od czegoś zaczynał. Jednak ten człowiek po czasie się nim stawał, bo miał przed sobą perspektywy, jasne cele i ambicje.

Z człowieka, który miał być kimkolwiek chce, zostało tylko kimkolwiek. Piotr chce być kimkolwiek, bo nie chce być nikim. To jest najbardziej przerażająca perspektywa dla tego pokolenia. Zniknąć, kiedy ma się wrażenie, że na tych fejsbukach wszyscy błyszczą. Znajdują prace marzeń, biorą śluby, dzieci, wyjeżdżają do Tajlandii czy mówią o tym, jak zajebiście się czują.

Cele życiowe – marzenia, pasje, priorytety

Sandra obecnie studiuje. Można powiedzieć, że to taka dziewczyna z sąsiedztwa – miła, zawsze przygotowana na zajęcia. I tyle. Reszta jej życia to pewien demotywator: w 2017 zrobię to, co postanowiłam sobie w 2016, a co chciałam zrobić w 2015, o czym marzyłam w 2014, a co zaplanowałam w 2013. Inaczej mówiąc – nie mając celu na życie, nie robi z nim nic, co mogłoby sprawić, że za jakiś czas będzie ono bardziej ciekawe, niż poszukiwanie męża, który zaspokoi wszystkie jej potrzeby. Nawet te, które powinna zaspokoić sobie sama.

Bo co robi osoba, która jest w związku, a nie ma pasji? Ma trzy wyjścia: szukać jej – co jest najrzadsze. Dwa – zajmować czas facetowi i zamknąć go w klatce, bo ona nie ma co zrobić ze swoim czasem. Trzy – przeznaczać go na rzeczy, które może są dla niej bezstresowe, ale kompletnie nierozwijające. Co robi? Wybierz dwa lub trzy.

Oczywiście, nie trzeba się ciągle rozwijać. To też domena tego pokolenia – rozwój, coaching, rob coś z sobą, bo… Bo co? No właśnie. Nie musisz, ale możesz i to jest ta satysfakcjonująca myśl – przeżywam swoje życie z poczuciem, że wszystko jest na swoim miejscu, bo sam sobie to wybrałem.

Pokolenie wiecznego niezdecydowania

Jeśli można mieć ciastko i zjeść ciastko, to po co wybierać? Po co szukać pewnej stabilności, skoro za każdym kolejnym razem jest ciekawie? Każda nowa osoba, praca, pasja, wciąga i pochłania niczym trafienie szóstki w totka. Dla naszego mózgu to żadna różnica, bo generuje tę samą chemię, co w przypadku wygranej. Po co więc wybierać, skoro nie trzeba?

Bo nie można mieć wszystkiego.

Można być tylko tym, kim się jest i do czego dąży w przyszłości.

Można kochać się z wieloma, a można też kochać tylko jedną.

Można pracować na etacie, a po nim szukać jeszcze lepszej czy rozwijać firmę.

Można szukać pasji przez różne próby.

Jednak trzeba próbować i nie wycofywać się po pierwszym niepowodzeniu. Związki nigdy nie będą idealne. Praca też. Pasja także czasem męczy, a nasze cele wydają się odległe jak tytuł mistrzów świata dla reprezentacji Polski. Czy to coś zmienia? Nie.

Po prostu fajni ludzie od zawsze robili fajne rzeczy, a narzekający narzekali. To się nie zmienia od lat. Może i to pokolenie ma więcej możliwości, ale decyzję może podjąć tylko jedną. Czyli nic się nie zmienia.

Za swoje życie – udane czy nie, odpowiedzialność ponosisz wyłącznie Ty sam.

Relacje

Nauczyciele, których pamiętamy

14 października 2016 — 0

nauczyciel-wychowawca-960x640.jpg

Wśród nich są Ci, których się kocha lub nienawidzi.

Nie zawsze lubiłem chodzić do szkoły. Byłem jednym z tych, którzy jak chcieli, to potrafili się od niej skutecznie wywinąć, a potem przychodzić do szkoły i zaliczać prawie wszystko jak leci na co najmniej cztery, przez co nie mieli problemów z tłumaczeniem się. Dlaczego jej unikałem? Bo byli tacy nauczyciele, którzy swoim zachowaniem mówili mniej więcej tak: nienawidzę Was i tej pracy.

Liceum, lekcja języka. Koleżanka jest prześladowana przez nauczycielkę. Dostaje kolejną jedynkę, bo zamiast wiedzy, którą posiada – jeszcze pięć minut wcześniej odpowiedziała na wszystkie nasze pytania, zjada ją stres. Pani S. wygłasza wtedy monolog, który kończy zdaniem: jeśli nie chcecie się uczyć, będziecie zapierdalać w moim ogródku. Na innej lekcji, kiedy nie ma tej koleżanki, dodaje: z niej to nic dobrego nie będzie.

Lekcja muzyki, piąta lub szósta klasa. Wezwany do odpowiedzi śpiewam jakiś utwór wybrany przez panią B. Przerywa i mówi: „ja uczyłam Twojego tatę, weź Ty lepiej skończ już”. W liceum okazało się, że to nie ja nie potrafiłem śpiewać, ale ona miała problem ze sobą. Do dziś mam przed tym opory, nawet jeśli trzeba zanucić coś prostego w gronie znanych mi osób.

Kim jest nauczyciel?

Nauczyciel, z łaciny „magister” – ten, który przekazuje wiedzę. W swoim życiu trafia się też na tych, którzy wychowują i robią to dobrze. Moim zdaniem taka jest funkcja nauczyciela – uczyć i wychowywać. Na palcach obu rąk policzyłbym tych, którzy łączyli obie te funkcje.

Pani Teresa

Przez cały czas mojej edukacji szkolnej, wychowawcy byli jej najmocniejszym punktem. Stąd też mile wspominam gimnazjum, ponieważ rzadko kiedy nauczyciel troszczy się o ucznia aż do ostatniego dnia. Tydzień przed rozdaniem świadectw zadzwoniła do mnie pani Teresa, żebym przyszedł do szkoły, skserował dyplom z ogólnopolskich zawodów i zaniósł do liceum w ramach rekrutacji, bo „zawsze może się przydać”. Zadzwoniła wieczorem, po pracy, dzień przed zamknięciem zgłoszeń. Następnego dnia poszedłem i zrobiłem, o co prosiła. Potem okazało się, że dzięki tym sześciu punktom dostałem się do wymarzonego liceum.

Pan dyrektor

Od czasów piątej klasy podstawówki aż do końca liceum jeździłem na ogólnopolskie zawody. Nasz dyrektor był osobą, która zapaliła w nas zapał do rozwijania się, nie tylko w kontekście wiedzy na konkurs. Praktycznie co roku jeździliśmy w różne rejony Polski, dzięki czemu poznawaliśmy też wiele pięknych miejsc, kulturę czy ważne ośrodki na mapie naszego kraju. Co roku dorastaliśmy, a on starał się nam pomagać i wychowywać na mądrych ludzi, co pokazywał swoim przykładem. Oczywiście, czasem mieliśmy też swoje za uszami, ale taki jest efekt dojrzewania – bunt jest jego naturalnym etapem. Nie odrzucił nas wtedy, ale postawił jasne granice. To mi pokazało, że można kogoś ukarać, nie odbierając mu godności.

Pani Aleksandra

Kiedyś uciekliśmy całą klasą z jednej lekcji w liceum – bo wróciliśmy z lodowiska i każdy z nas poszedł na miasto coś zjeść. Ona na następny dzień powiedziała słowa, które pamiętam do dziś: Wiecie co? Muszę Wam wpisać nieobecność na czerwono, ale nie będę tego brała pod uwagę do zachowania. Ja Was rozumiem, sama mam pięciu synów, więc wiem, jak to jest. Rozumiała i wychowywała. Kiedy ktoś nie chodził do szkoły, zwykle rozmawiała na osobności. Zabierała nas na wycieczki, które integrowały lub rozwijały – szczególnie do Krakowa i jej ulubionego teatru – Starego. Jako nauczycielka – wymagała i była na pewno jednym z tych najlepszych, jakich spotkałem na swojej drodze.

Na koniec fragment wywiadu przeprowadzonego właśnie z nią.

Dla dobrego rozwoju ucznia potrzebna jest także mądrość życiowa, którą nauczyciel chce przekazać. Co chciałaby Pani przekazać przez te lata nauki? Jakie trzy najważniejsze cechy uczeń powinien wynieść ze szkoły?

Nie wiem, czy umiałabym to streścić do trzech, bo to jest jedno z takich trudnych pytań. Przede wszystkim otwartość na to, żeby cały czas się uczyć, żeby nigdy nie być na etapie, że już wszystko wiem. Uczeń powinien czerpać radość z tego, że wie coraz to nowe rzeczy w każdym zakresie. Tu nie chodzi o wiedzę tylko książkową, ale żeby młody człowiek otwierał się na myślenie, na inne widzenie rzeczywistości, na to, co się w dzieje nowego w świecie. Przypomina mi się zdanie profesora Sławka z poprzedniego pobytu na warsztatach humanistycznych, że „nie wolno się obrażać na rzeczywistość”, czyli w jakiś sposób ją kształtować i przede wszystkim starać się zrozumieć. Kolejna rzecz – szacunek dla pracy, ale nie wiem, na ile to jest możliwe do przekazania, bo to chyba bardziej przekazuje się konkretnym przykładem, a nie słowami, więc nie wiem, na ile to jest możliwe w szkole. Te wszystkie inne wartości się z tym wiążą… I to, żeby myśleć o świecie i umieć się nim dziwić, i cieszyć.

Takich nauczycieli życzę każdemu.

Relacje

Spieprz swoje życie

13 września 2016 — 0

spieprz-swoje-życie-960x640.jpeg

W trzech krokach.

Na pewno znasz takie osoby w swoim otoczeniu, które narzekają na swoje życie. Ty dobrze wiesz, że oni nie chcą własnego szczęścia, a Ci za cholerę tego nie widzą. Mówią, że by chcieli, że im źle, że inni to mają lepiej, że… lista wymówek zaczyna robić się tak długa jak debata o Smoleńsku, a ciekawa niczym scenariusz w filmie porno. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby co jakiś czas spełniali choć jedno marzenie z tej ich listy, ale mam wrażenie, że ona wprost proporcjonalnie się powiększa do przemijającego czasu i kończy niczym Ranczo, postanowieniem o zakończeniu produkcji.

Najtrudniejsza prawda

W pewnym stopniu sam taką osobą jesteś. Która nie wierzy w to, że najlepsze jeszcze przed nią. Nie wierzy też, że te marzenia, które wydają się odległe niczym wypłaty po dziesiątym, są możliwe. Może nie na już, ale staranną pracą, będą za jakiś czas. Która nie wierzy w to, że może stawiać ludziom granice, że jest w stanie nauczyć się panować nad emocjami, że… znalezienie własnej wymówki nigdy nie będzie tak proste.

Podam Ci dziś trzy najczęściej używane wymówki, które pozwalają Ci na to, żeby Twoje życie było dokładnie takie, jakie nie chcesz, żeby było:

1. Nie stawiaj ludziom granic – daj się wykorzystywać

Pozwól rodzicom, partnerowi, przyjaciołom czy szefowi, wejść Ci na głowę. Niech Ci dyktują, co masz robić, jaki masz być, dlaczego nie masz prawa do odpoczynku, tylko masz za nich zapierdalać, bo oni się nie wyrabiają, kiedy biorą za dużo. Bądź jak prostytutka, tyle że zazwyczaj darmowa. Spełniaj ich marzenia, projekcje czy oczekiwania z ich życia, których oni sami nie dali rady. Przecież jeśli to spełnisz, będziesz szczęśliwy, prawda? Nie. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, roszczenia tak samo niczym zaległe składki w Urzędzie Skarbowym.

Jak to wygląda w praktyce? Takie osoby narzekają na to, że inni ich wykorzystują, że nie mają do nich szacunku, że nie doceniają ich pracy czy dokonań. Nie mają kiedy odpocząć, nie są w dobrej formie fizycznej, bo objadanie się pozwala im choć na chwilę zapomnieć o tych wszystkich problemach. A wystarczyłoby krótkie „spierdalaj”. Zazwyczaj jednak możesz się posiłkować wdzięcznym „nie, nie zrobię tego, nie będę taki, jak chcesz, żebym był”. Życie staje się o wiele prostsze.

2, Nie rozwijaj się – nie spełniaj marzeń

Marzy Ci się lot do Australii i nagrywanie video wprost z Sydney? Chcesz napisać książkę? Masz mniej oklepane marzenie, niż to wymieniane na każdym blogu czy portalu? Może jesteś matką i chcesz wyjść z koleżankami na kawę? Może chcesz kupić wymarzony samochód? Przyznaj się sam przed sobą – czemu jeszcze tego nie robisz? Bo marzenie to nie jest tylko efekt finalny w postaci nagrody, ale także droga, którą przebywasz. To odkładanie kasy, dorabianie, poświęcenie czasu, np. na pisanie czy planowanie, poznawanie nowych osób, dzięki którym otwierają się inne możliwości.

Jak to wygląda w praktyce? Ktoś ciągle opowiada o tym, jak to podbiłby świat, ale nie rusza się dalej niż z łóżka do kanapy. Mówi o tym, jakim to byłby świetnym biegaczem, pływakiem, spadochroniarzem, taternikiem, pisarzem, kucharzem, a nawet kierowcą Ubera, ale… nie robi nic. Człowiek, który nie ma pasji do życia, ten nic z nim nie robi.

3. Jestem samotna – związek mnie unieszczęśliwia

Tutaj są dwa typy ludzi – nie potrafię nikogo znaleźć i spotykam samych nieudanych partnerów. Oba rodzaje zakładają, że to problem leży w tej drugiej stronie czy okolicznościach (np. od pięciu lat jest się samemu i nie było się na żadnej randce), nie zaś w samym sobie. Człowiek jest atrakcyjny na trzech poziomach: fizycznie, rozumowo, emocjonalnie i wystarczy zadbać o te sfery, aby trafić na kogoś, kto szuka normalnej, zdrowej osoby. Co do nieudanych partnerów, jeden może się zdarzyć, ale dwóch o podobnych skłonnościach to raczej podświadomy wybór, że chce się taki typ osoby i nad tym trzeba pracować, a nie płakać przyjaciółce do rękawa, że to taki sam dupek jak poprzedni. Może samej się go wykastrowało?

Jak to wygląda w praktyce? Narzeka się na to, że Ci faceci, te kobiety, są takie nieczułe, że nie dostrzegają tego piękna, które się w sobie nosi, że mają w dupie potrzeby drugiej strony, że ogólnie to świat jest taki zły, niedobry i ma się pecha do ludzi, więc najlepiej rzucić wszystko i wyjechać do samotni w Bieszczady. Wystarczyłoby trochę samoświadomości, wyjścia do ludzi i nieszukania księżniczki, księcia z bajki o wyuczonych na pamięć parametrach. Życie może pozytywnie zaskoczyć.

Dlaczego tego nie zmienisz?

Cechą wspólną tych wszystkich ludzi są – wymówki. Każda z nich jest dobra, aby nie wziąć odpowiedzialności za swoje życie. Bo rodzice, bo szef, bo możliwości, bo samotność, bo… Każdy z tych powodów jest ucieczką.

A jaka jest Twoja wymówka?

Relacje

Życie zamknięte w szufladzie

3 maja 2016 — 0

woman-690118-960x640.jpg

Najlepsze wspomnienia tworzymy właśnie wtedy, gdy się tego nie spodziewamy.

Moja szuflada
Gdy kilka lat temu wrzuciłem swoją pierwszą rzecz do szuflady w biurku, nie myślałem, że stanie się ona miejscem wspomnień. Teraz przeglądam ją z zaciekawieniem, bo wiem, że każdy z nas ma takie miejsce. Miejsce, w którym każdy może spotkać siebie sprzed lat, skonfrontować dziecięce ideały z dorosłymi realiami, posłuchać rad starych przyjaciół i spojrzeć jeszcze raz w oczy tej miłości, która miała nigdy się nie skończyć. Tęsknimy za ludźmi, bo to z nimi stworzyliśmy wspomnienia, to oni wpisali się trwale w naszą rzeczywistość. I przeszłość.

Zacząłem przeglądać te wszystkie rzeczy, które zgromadziłem i natknąłem się na pocztówkę sprzed kilku lat. Widnieje na niej jeszcze pieczątka z datą: Barcelona, 28 maja 2007 roku. Tak, już zdecydowanie wiem, dlaczego leżała ona schowana głęboko. Dostałem ją od pewnej dziewczyny, która nigdy nie zadomowiła się  moim życiu na stałe. Jej ostatnie słowa do mnie brzmiały:
-„PS Bardzo tęsknię i czekam na obiecane spotkanie oraz wiersze”.
Do spotkania nigdy nie doszło, jakoś tak wyszło. Oboje wiedzieliśmy, że jedno spotkanie to za mało, by nacieszyć się własną obecnością, a całego życia razem żadne z nas nie wytrzyma, dlatego też nie napisałem dla niej tego wiersza.

Zatrzymałem czas
Przed napisaniem tego tekstu doznałem pewnego „olśnienia”. Przypomniała mi się rozmowa sprzed kilku lat na temat roli wspomnień w życiu człowieka. Michalina (tak ją nazwijmy) wyznała mi, że ten nasz ostatni wieczór był cudowny i niezapomniany, przynajmniej dla niej. Czekała na moje potwierdzenie, a ja… nie odpowiedziałem. Dla mnie to był wieczór jak wieczór, już kilka takich przeżyłem. Wtedy uświadomiłem sobie, że odbiór emocjonalny przeszłości zbudowany z daną osobą jest tylko moim subiektywnym spojrzeniem. Nie byłoby w tym nic odkrywczego, gdyby nie fakt, że każde nasze wspomnienie może jest nic nie warte, jeśli nie możemy tego podzielić z drugą osobą…

Tłusty czwartek
Poznajemy ludzi tylko raz i ten jeden raz mamy szansę, by ich przy sobie zatrzymać. Tylko jedno spotkanie decyduje o tym, czy znajdziemy się w ich „szufladzie”. A czasem jedno spotkanie wystarczy, aby wspominać o tej drugiej osobie, niezależnie od tego, czy dojdzie do ponownego spotkania. Pamiętam, jak siedziałem na ławce w parku i podszedł do mnie pewien starszy pan. Zapytał otwarcie „czy może się przysiąść”, bo chciał zapalić. Nawet nie wiem, jak to się stało, że zaczęliśmy rozmawiać. O życiu, marzeniach, planach na przyszłość, o wszystkim tym, co było w nas gdzieś głęboko ukryte. Z żalem mówił o kobiecie, z którą się nie ożenił, bo nie było ich na to stać. Słuchałem jego opowieści z fascynacją, bo był w stanie tak dokładnie opisać tę brunetkę, że mogłem sobie ją wyobrazić. W pamięci miał każdy jej uśmiech, każdy gest, każde słowo. Okazało się, że na pierwszej randce byliśmy w tym samym miejscu, tylko że ja kilkadziesiąt lat później… Czas mijał, rozmowa żyła swoim życiem, a ja musiałem już iść. Wtedy usłyszałem jedno z najpiękniejszych zdań:
– „Dziś mija 50 lat, od kiedy po raz pierwszy ją zobaczyłem. Ona już na zawsze pozostanie w moim sercu. Jednak Ty nie pozwól sobie na to, aby żyć wspomnieniami, nie pozwól…”
Umówiliśmy się za tydzień na tej samej ławce, aby kontynuować rozmowę. Nie przyszedłem. I już nigdy więcej go nie spotkałem.

Chcę uciec?
Często wydaje mi się, że ludzie uciekają przed swoją przeszłością. Nie chcą się przyznać do tego, kim byli wcześniej. Starają się zmienić tak mocno, aby postrzegano ich jako zupełne inne osoby. Alkoholik, manipulator, zdradzający… Nikt z nich nie potrafi sam przed sobą przyznać się do błędu. Gdy przypadkiem zajrzą do swojej „szuflady”, nie są w stanie poradzić sobie z emocjami. Ich wspomnienia są ranami na sercu, które jeszcze się nie zagoiły. Krew będzie sączyć się tak długo, jak długo będą udawać, że „tego nie było”. Udawać, że przeszłość jest tylko przeszłością. A to przeszłość tworzy naszą teraźniejszość i przyszłość.

A Ty kochanie
Posprzątaj własną szufladę. Musisz przygotować miejsce na nową przyszłość. Nigdy nie wiesz, kogo Ci przyjdzie poznać lub odrzucić przez bałagan własnych wspomnień. Może właśnie odrzucasz szansę na własne szczęście?

Okłamałem ją i Was, mówiąc, że nie napisałem dla dziewczyny z pocztówki żadnego wiersza. Powstał jeden, który nigdy nie ujrzy światła dziennego. Został napisany jakiś czas temu, po tym gdy przysłała mi następną pocztówkę po czterech latach nieobecności. Francja, dnia 21 października 2011 roku: „PS Życzliwe słowa mogą być krótkie i łatwe do powiedzenia, ale ich echa są prawdziwie bezkresne. Tęsknię.” Jakby trafiła w sedno. Dla takich chwil warto przygotować szufladę i otworzyć się na nowe wspomnienia.

…a gdy i Ty odejdziesz, kiedyś Cię wspomnę, na pewno.

Relacje

Ludzie nie są na zawsze

25 stycznia 2016 — 4

friendship-1081843_1920-960x640.jpg

Jak zaniedbać przyjaźń?

Wieczór, wygodne Audi A4. Stoi na parkingu, całe zaśnieżone tak, że przez przednią szybę nic nie widać. Wchodzę, trzymając w dłoni kluczyki i czuję ogromny smutek, jakby zabrano część mnie. Właśnie coś się skończyło – przyjaźń. Mam świadomość, że ta relacja już nigdy nie będzie taka sama. Siadam i przez kolejne pięć minut kłębią mi się myśli, bo nie chodzi też tylko o to, co za mną, ale przede wszystkim o to, co przede mną. Nie chcę, żeby następnym razem było tak samo, choć życie to często powtarzanie tych samych etapów, tylko z innymi osobami.

Nieczęsto mówi się o tym, że o relacje trzeba dbać. Te dobre podobno same się toczą, te złe – upadają niczym mur berliński. Podobno. Jednak to mit – prawda jest taka, że ile włożysz w relację, tyle w najgorszym razie wyciągniesz. Reszta jest bardzo miłym dodatkiem do tego wyboru.

Sięgam po telefon, wybieram numer do najbliższej mi osoby. Chcę o tym porozmawiać. Próbuję wyrzucić to z siebie. Jednak po chwili czuję niezrozumienie, bo jak to dwie, dorosłe osoby mogą podjąć świadomą decyzję o rezygnacji z bycia kimś ważnym dla siebie? Wierzę, że lepiej jest podjąć jakąkolwiek próbę rozmowy i skonfrontować się z tym, niż olać kogoś i nie dać mu powodu, dla którego się go opuszcza, choć jeszcze chwilę temu znaczył tak wiele. Zmieniam temat, a niedługo potem ona używa słów: muszę już kończyć. Zostaję więc sam z tymi myślami.

Nie rozumiem, dlaczego ludzie nie próbują mówić sobie „nie”, kiedy już nie czują, że stworzą z drugą osobą coś dobrego. W związkach to proste, kiedy nie widzi się wspólnej przyszłości, ale… ile znacie osób, które w dobrym momencie zakończyły przyjaźń? Bo ja niewiele. Reszta „się rozpadła”, tak po prostu. Do dziś w wielu z tych relacji są niezrozumienie i żal, że szansa przepadła, mimo że oddało się jakąś ważną część siebie.

Mam poczucie, że spieprzyłem. Że to w dużej mierze wynik mojego zaniedbania. Dziś dostrzegam to, że niepielęgnowana przyjaźń umiera, jak i związki. Nie próbuję szukać usprawiedliwienia, ale chcę szybko wyciągnąć wnioski. Przeanalizować, co jeszcze mogę zmienić, a może czy jeszcze gdzieś się oszukuję i ciągnę kolosa na glinianych nogach. Bo choć tamtej osoby już nie odzyskam, to nie  chcę, aby przez moje błędy odeszły osoby, które są obok.

Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla braku zaangażowania w relacji dwóch osób –  albo wybiera się świadomie i trwa w tej decyzji, albo ponosi konsekwencje niedotrzymania niepisanej obietnicy – że Ty dajesz z siebie wszystko, tak jak i ja. Wtedy pojawia się rozczarowanie, które boli niezależnie od tego, po której jest się stronie – zawodzącego czy zawiedzionego.

Tak, myślę, że w tej relacji mogłem więcej. Że to nie suma przeżytych chwil składa się na na przyjaźń, ale też każde popełnione emocjonalne przestępstwo, które odziera z nadziei, że warto wierzyć w ludzi. Jakie wnioski wyciągnąłem z tej relacji?

  • Zapominanie o odpowiednio częstym kontakcie to osłabianie więzi.
  • Myślenie o tym, żeby do kogoś napisać czy się umówić, to jeszcze nie dialog ani staranie się.
  • Ciągłe tłumaczenie się trudną sytuacją czy nadmiarem obowiązków to mówienie inaczej – nie chcę poświęcać Ci czasu.
  • Niewypowiedziane oczekiwania wobec drugiej strony to nie są prośby o polepszenie jakości relacji i poziomu satysfakcji z niej.
  • Pamiętanie o kimś tylko w trudnych chwilach to wykorzystywanie emocjonalne.
  • Uważanie, że „łączy nas wyjątkowa relacja” to najczęściej zamykanie się w klatce. Obu stron.
  • Niewyznaczanie granic to przerzucanie odpowiedzialności na drugą osobę, że zawsze będzie wiedziała, co dla nas dobre.
  • Zazdrość o szczęście drugiej osoby nie musi być powodem do umniejszania komuś, a własnej zmiany.
  • Druga osoba nie jest na każde zawołanie. Jak nie każda potrzeba musi być spełniona, tak obecność, uwaga, czas jest wyborem, którego nie można kwestionować. Bo jest bezinteresowny.
  • Docenienie drugiej osoby nie powinno wynikać tylko z jej zasług, ale z faktu, że po prostu jest.

Przekręcam kluczyk, odpalam silnik, ruszam. W tle leci muzyka właściciela samochodu, który odwożę pod znany mi adres. Myślę o tej całej sytuacji. Pomimo tego głębokiego smutku, odczuwam też wewnętrzny spokój. Że to właściwa decyzja, że to najlepsze rozwiązanie na ten czas, aby wrzucić na luz. Ludzie nie są na zawsze. Czasem relacje po prostu się kończą. Wypalają się niczym ostatni papieros człoweka, który rzuca swój nałóg, gdy uświadamia sobie, że to nie przynosi mu nic dobrego, poza chwilową przyjemnością.

Zerkam na licznik i zauważam, że przekroczyłem dopuszczalną prędkość, więc zwalniam. Dojeżdżam do świateł – czerwone. – Nie jesteśmy w stanie nikogo zmusić do relacji. – powiedziałem na spotkaniu. Tak samo nie możemy zmienić przeszłości, jedynie spojrzeć z nadzieją w przyszłość. Wnioski więc zostają wyciągnięte, a ja mogę jechać dalej. Żółte, zielone, ruszam z piskiem opon. W nowe relacje, jak i tym samochodem, którym jadę pierwszy raz i czerpię z tego coraz większą przyjemność. Tak na dobry początek. Do zobaczenia kiedyś tam, przyjacielu!

Ludzie są na określony czas. Od naszych codziennych wyborów zależy, czy zostaną na zawsze.

PS Nigdy nie mów żegnaj. To odbiera nadzieję na kolejne spotkanie*.

*cytat pochodzi z filmu “Nigdy nie mów żegnaj”